Początek Maja
Ubrana w wygodny sportowy stanik i legginsy, wyruszyłam ze swojej posiadłości w Hyde Parku. Jedni uprawiają sporty, aby schudnąć, inni dla samoobrony, jeszcze inni dla pieniędzy i sławy. Mnie natomiast przyświecał inny cel. Chciałam
być sprawna, silna i gibka bo te umiejętności są wręcz niezbędne
przy moim... stylu życia.
Biegłam spokojnie uliczkami,
pogrążonymi w szarości mglistego poranka. Minęłam dwie
przecznice i skręciłam na piaszczyste wybrzeże jeziora Michigan.
Zwolniłam, truchtając teraz wzdłuż plaży. Podnoszące się z
wolna słońce zaczęło mnie ślepić, więc zatrzymałam się i
wyjęłam z torebki, przytwierdzonej do paska, okulary
przeciwsłoneczne, które wsunęłam na nos. Zapatrzona teraz w taflę
jeziora, ruszyłam dalej.
Zastanawiałam się właśnie nad tym
jak przyjemnie byłoby zanurzyć się w tej wodnej toni i ukoić ból
wyczerpanych joggingiem mięśni, kiedy wpadłam na ścianę i
upadłam. Zażenowana tym, że bujając w obłokach wpadłam na budkę
ratowniczą, usiadłam a piasku i poprawiłam okulary, a w zasięgu
mojego wzroku pojawiła się jakaś dłoń.
- Bardzo panią przepraszam –usłyszałam
głęboki męski głos okazujący autentyczną skruchę.
Skorzystałam z jego pomocy, aby się
podnieść. Gdy stanęłam z nim twarzą w twarz zmierzyłam go
uważnym spojrzeniem. Był wyższy ode mnie o głowę, miał czarne
włosy i tak brązowe oczy, że ich kolor przywodził na myśl
mleczną czekoladę. Miał na sobie hawajskie szorty do połowy uda i
przylegający szary podkoszulek, co pozwalało mi na podziwianie jego umięśnionego torsu.
Szybko otrząsnęłam się
i przybrałam lodowatą maskę obojętności.
- Lepiej uważaj gdzie chodzisz
–warknęłam, a potem uśmiechnęłam się z wyższością- Jestem
Angie
Mężczyzna zmieszał się nieco, ale
przybrał uprzejmy wyraz twarzy.
- German –wyciągnął do mnie dłoń-
Miło cię poznać
- Powiedziałabym to samo, gdybyś na
mnie nie wpadł –przerzuciłam sobie włosy przez ramię- Myślę,
że powinieneś się za to zrewanżować
Spojrzał na mnie z podziwem. Czyżby
nie spodziewał się, że mogę mieć w
sobie nadmiar charyzmy? A może chodziło o to, że nie
owijając w bawełnę zmusiłam go do działania. No cóż... jeśli
chodzi o manipulację ludźmi szło mi to całkiem nieźle.
- Masz rację –kiwnął głową, a na
jego ustach czaił się cień uśmiechu- Co powiesz na kawę?
- Nie pijam kawy –rzuciłam
natychmiast, spodziewając się tego pytania- Strzelaj dalej
- Lunch?
- Tym razem ci się udało –uniosłam
kącik ust.
- Dziś? O jedenastej? –zapytał
niepewnie- W Temple?
- Idealnie –pokazałam mu moje
śnieżnobiałe zęby.
- Dasz mi swój numer? –znów ta
niepewność w jego głosie.
Westchnęłam smutno. Na pierwszy rzut
oka wydawał się być twardym facetem, który nawet nie zasyczałby
z bólu po bliskim kontakcie z drewnianą laską. Minuta rozmowy z nim
pokazała mi, jaki z jest nieporadny.
Pokręciłam głową, zaciskając usta
w wąską linię.
- Przyjdę, masz moje słowo –rzuciłam-
Ale nie licz na nic więcej, nie sądzę, abyś był w moim
typie
Nie dając mu szansy na odpowiedź,
ruszyłam w dalszą drogę. Biegałam jeszcze przez 3 godziny, nim
wróciłam do domu.
Była to przestronna dwupiętrowa willa
z podziemnym garażem dla moich samochodów- kanarkowo żółtego
Astona Martina, czarnego Audi oraz białego BMW. Na parterze znajdował
się duży salon, przestronna kuchnia z jadalnią, oraz biblioteczka,
w której urządziłam sobie gabinet. Na piętrze natomiast mieściły
się moja sypialnia, dwie gościnne i dwie dla personelu, każda z
osobną łazienką, i mój mały pokój zabaw. Większość
pomieszczeń, urządzona była w podobnym stylu. Dominowały biel,
beż i brąz, a podłogi pokryte są jasnymi panelami.
To nie były jednak wszystkie atrakcje
mojej posiadłości. Na dworze, od frontu znajdował się nieduży
ogród obsadzony kwiatami. Z tyłu natomiast rozpościerało się
dziesięć hektarów ziemi. Jej część, tuż za domem również
była przeznaczona na ogród. Znajdował się w nim basen, altana oraz sporo
wolnej przestrzeni na przyjęcia, które często urządzam. W tym ogrodzie kończyło się również ogrodzenie mojej posiadłości- rząd trzymetrowych tui. Dalej rozciągała się łąka i las na skraju
którego mieściła się stadnina, gdzie zaglądam ilekroć mam
ochotę na jazdę konną na jednym z moich fryzów.
Jak mnie na to wszystko stać? No
cóż... pierwsze 500 tysięcy dziadek dał mi w testamencie. Za te
pieniądze założyłam firmę budowlaną o bogatym zakresie
usług. Udało mi się rozwinąć ją w dość krótkim czasie i
posiadałam już mnóstwo filii na całym świecie. Gdzie w tym
wszystkim miejsce dla 25-letniej dziewczyny tuż po studiach?
Zarządzanie podwładnymi to coś czym się zajmuję. Jestem prezesem
Carrara Corporation® ale również jej twarzą. Ciągłe siedzenie
za biurkiem nie jest dla mnie, a pozowanie do zdjęć w skąpym
stroju z młotkiem w ręku jest całkiem fajne. Miley może się
schować z tym swoim buldożerem
Wkroczyłam do domu i skierowałam się
prosto do kuchni, skąd wzięłam butelkę wody i opróżniłam na
jednym zamachem. Następnie poszłam wziąć prysznic i ubrać się.
Włożyłam na siebie kusą śliwkową sukienkę, oraz czarną
marynarkę, której rękawy podciągnęłam do połowy przedramienia.
Włosy pozostawiłam rozpuszczone, więc opadały długimi falami na
moje plecy. Nałożyłam na rzęsy nieco tuszu, a na usta czerwoną
szminkę. Dopełniłam swój strój czarnymi szpilkami i byłam
gotowa do wyjścia.
Zeszłam na parter i skierowałam się
na schody do piwnicy, lecz zaczepiła mnie gosposia. Była to kobieta
przed czterdziestką, szczupła, rudowłosa i równie pracowita, co
gadatliwa, a muszę przyznać, że plotkara również niej niesamowita.
- Czy przygotować pani lunch do pracy?
–zapytała.
- Nie, dziękuję Olgo –uśmiechnęłam
się do niej przyjaźnie- Zjem dziś na mieście
- Oczywiście –uraczyła mnie takim
samym uśmiechem i poszła do kuchni.
Zeszłam do garażu i z zamykanej na
szyfr gablotki wyciągnęłam kluczyki do Astona Martina. Gdy
usadowiłam się w samochodzie, włączyłam radio i otworzyłam
drzwi garażowe pilotem, podobnie jak później bramę wyjazdową.
Gdy znalazłam się w końcu na ulicy, ruszyłam przed siebie z
piskiem opon.
Po dziesięciu minutach parkowałam już
przed knajpą Temple. Było to nieduże bistro niedaleko siedziby
mojej firmy. Na deptaku przed wejściem, w cieniu parasoli, ustawione
było parę stolików otoczonych wiklinowymi fotelami. Przy jednym z
nich czekał już na mnie German. Miał
teraz na sobie czarne spodnie, białą koszulę i luźno zawiązany
krawat, a na jego krześle wisiała marynarka. Facet w garniaku?
Czyżby to też był jakiś prezes?
Gdy podeszłam, uśmiechnął się,
wstał i odsunął dla mnie krzesło.
- Witam –siadając, przyglądałam się napięciu na jego twarzy
- Cześć –usiadł z powrotem- Na co
masz ochotę?
Na ciebie w moim łóżku-
odpowiedziała moja podświadomość, lecz usta wypowiedziały inne
słowa:
- Chopper cheseburger salad i mrożona
herbata –oznajmiłam bez większego zastanowienia.
Mężczyzna przywołał kelnera i
złożył zamówienie, biorąc dla siebie to samo. Rzuciłam mu
zdziwione spojrzenie.
- Zgaduję, że nie jesteś obeznany w
tutejszym menu. Nie jesteś stąd, prawda? –zapytałam
- Nie, rozgryzłaś mnie –rzucił.
- Ile masz lat? –wypaliłam
- Dwadzieścia siedem –rzekł
niepewnie.
Był niepewny swojego wieku? A może
zadziwiłam go wypytując go o wiek nie owijając w bawełnę? Wiem jedno, jego
niepewność obniża moją ocenę jego osoby. Pewny siebie facet to
coś czego mi trzeba, ale on mimo wszystko mnie kręcił.
- Smacznego –kelner właśnie
przyniósł nasze zamówienia, po czym szybko się ulotnił.
- A ty? –zapytał German- Ile masz
lat?
- To niegrzeczne, pytać kobietę o
wiek –rzuciłam chłodno, lecz z delikatnym uśmiechem na ustach-
Ale pozwolę ci strzelać. No dalej, ile byś mi dał?
- Hm... –zmierzył mnie wzrokiem,
zatrzymując się w niektórych miejscach. Nie, żeby mi to
przeszkadzało.- Dwadzieścia pięć?
- Wow –byłam pod wrażeniem- Za
pierwszym podejściem. Masz rentgen w oczach? Myślę, że należy ci się za to nagroda
Nim zdążył jakkolwiek zareagować,
nachyliłam się nad stolikiem i pociągnęłam za krawat ku sobie.
Gdy był wystarczająco blisko, nie mogąc się powstrzymać, szybko go pocałowałam, a potem opadłam na swoje krzesło i
jak gdyby nigdy nic zabrałam się za swój lunch. Przybrałam
obojętny wyraz twarzy, lecz w mojej głowie panowała teraz burza
myśli. Słodki Jezu, jak on smakował! Całowanie tego mężczyzny
było jak delektowanie się kawałkiem ulubionego ciasta.
- Czym się zajmujesz? –zapytałam
beztrosko, podnosząc na niego wzrok
W dalszym ciągu był zmieszany, po tym
„ataku” na niego. Zamrugał parę razy, po czym wydukał:
- Na chwilę obecną jestem bezrobotny.
Raptem wczoraj przyjechałem tutaj z Arizony. Mam dziś rozmowę w
sprawie pracy.
- Mam nadzieję, że dobrze ci pójdzie
–uśmiechnęłam się przyjaźnie.
- Ja również. A ty? Pracujesz gdzieś?
- Zakres wykonywanych przeze mnie prac
jest bardzo rozbieżny –rzuciłam wymijająco.
Nigdy nie lubiłam zaczynać znajomości
informacją, że mam własną firmę i zarabiam 80 tysięcy
tygodniowo. Tego typu wiadomości wolałam pozostawić na później,
kiedy już przekonałam się, że osoba jest godna zaufania.
Pogawędki o niczym były dla mnie bez
sensu, więc czy prędzej dokończyłam swoją sałatkę i poprosiłam
kelnera o rachunek.
- Daj spokój, ja zapłacę –powiedział
- Myślę, że rozsądniej będzie,
jeśli każde z nas zapłaci za siebie. Oszczędźmy sobie
niepotrzebnej kłótni, bo wiem że i tak ją wygram, i zróbmy po
mojemu, zgoda?
- W porządku –rzucił
Potem odprowadził mnie do samochodu i
pożegnał przyjacielskim uściskiem. Słabo, zważywszy na to, że
ja go pocałowałam. Kolejny minus- jego cholerna nieśmiałość.
Tym razem nie zapytał mnie o numer
telefonu. Najwidoczniej wziął sobie do serca to, że nie jest w
moim typie. Ja byłam gotowa zmienić zdanie ale jemu widocznie
zabrakło odwagi. Jego strata.
Wsiadłam do wozu i pojechałam do
pracy. Chicagowska filia Carrara Corporation znajdowała się
dosłownie dwie przecznice dalej. Był to spory wieżowiec ze szkła,
posiadający w podziemiach, podobnie jak moja willa, parking.
Zaparkowałam na wyznaczonym dla mnie miejscu i spojrzałam na swoje
odbicie w lusterku wstecznym. Miałam zaróżowione policzki i
rozmazaną szminkę na nabrzmiałych lekko ustach. Niezaprzeczalne
dowody na całowanie się z facetem, który niesamowicie mnie kręci
ale jednocześnie nie jest w moim typie. Nieźle, co?
Zmazałam pozostałości szminki i
nałożyłam nową. Kiedy doprowadziłam się do porządku, wysiadłam
z wozu, zamykając go i włączając jednocześnie alarm za pomocą
pilota. Wsiadłam do windy znajdującej się tuż obok mojego miejsca
parkingowego i wcisnęłam przycisk oznaczony liczbą 25- najwyższe
piętro, siedziba szefa, biuro prezesa... moje biuro. Po drodze na
górę, winda zatrzymała się parę razy, ale pracownicy byli zbyt
onieśmieleni moją osobą, aby wsiąść. Zrobiła to tylko
Samantha- moja asystentka, która wracała właśnie z pocztą do
mojego biura.
- Dzień dobry, panno Carrara
–powiedziała uprzejmie
- Dzień dobry, Sam –uśmiechnęłam
się do niej
Każdy z moich pracowników miał
obowiązek witać się ze mną per panno Carrara, najbliżsi z nich
mieli jednak przywilej w luźnej rozmowie zwracać się do mnie po
imieniu. Sam oczywiście do nich należała, ale powitanie
obowiązywało wszystkich. W ten sposób chciałam podkreślić, że
to ja stoję na najwyższym szczeblu tej firmy.
- Co nowego? –zapytałam
- Szef ochrony, pan Ramallo, jest
zaniepokojony pani rosnącą popularnością –rzekła nerwowo-
Obawia się, że ktoś może zechcieć ci zaszkodzić i domaga się
zwiększenia liczby ochroniarzy w budynku.
- No cóż... –westchnęłam- Muszę
z nim najpierw osobiście porozmawiać
- Czeka na górze... –rzuciła-...
już pół godziny
- Och... więc porozmawiam z nim
natychmiast. Coś dla mnie? –wskazałam na plik kopert w jej
rękach.
-Tak, tak –pisnęła, i podała mi
trzy z nich, a potem kolejne cztery- Te są od potencjalni inwestorów
gotowych na utworzenie kolejnych filii w Budapeszcie, Sztokholmie i
Amsterdamie.... A to rachunki zysków i strat z Japoni, Niemiec,
Francji i Hiszpanii... Chcesz na nie rzucić okiem, czy oddać je
prosto do księgowości?
- Chcę je zobaczyć –oznajmiłam.
W tym momencie winda zatrzymała się
na dwudziestym piątym piętrze i wysiadłyśmy.
- Dzień dobry, panno Carrara –z
krzesła w poczekalni podniósł się mężczyzna w czarnym
garniturze.
- Dzień dobry, Ramallo
–odpowiedziałam, kiwając mu głową i wskazując swój gabinet-
Chciałeś porozmawiać
- Owszem –mężczyzna pchnął
mlecznobiałe drzwi, przepuszczając mnie w nich i wszedł za mną do
przestronnego wnętrza.
Był to pokój, którego całą jedną
ścianę zajmowało okno, a pozostałe dwie zbudowane były z
mlecznego szkła, podobnie jak drzwi. W centrum pomieszczenia stało
białe biurko z czarnym skórzanym fotelem dla mnie, oraz dwoma
krzesłami z białego tworzywa sztucznego dla moich gości. Pod ścianą po prawej
stronie mieścił się rząd regałów wypełnionych teczkami i
skoroszytami na dokumenty. Po lewej zaś znajdowała się duża
czarna kanapa i dwa takie same fotele, oraz szklany stolik do kawy.
Lisandro Ramallo, szef mojej ochrony,
był to trzydziestoletni, szatyn o zgrabnej sylwetce i dosyć
niepozornym wyglądzie. Jako ochroniarz, obowiązkowo wyrzeźbił
sobie na siłowni perfekcyjne mięśnie rąk, nóg i oczywiście
brzucha. Niejednokrotnie przyłapał mnie na bezczelnym gapieniu się
na jego muskulaturę. Mimo, iż dla mnie pracuje, jest ze mną w bliskich
stosunkach. Nie, zboczuchy, nie takich stosunkach! Ramallo to mój
przyjaciel i nic więcej. To, że czasem ślinię się na jego widok
wcale o niczym nie świadczy.
Rozsiedliśmy się za biurkiem i
mężczyzna natychmiast przeszedł do rzeczy.
- Samantha pewnie już ci przekazała,
że nie podoba mi się twoja popularność, Angie. Masz wielbicieli,
to świetnie ale nie możemy ryzykować, że zaczną tu przychodzić
prześladowcy, bądź ludzie chcący ci zaszkodzić.
- Co proponujesz?
- Mam dwie możliwości –rzekł,
wysuwając ku mnie dwa palce- Albo przestaniesz reklamować firmę
swoją twarzą... i nie tylko...
- Nie ma mowy –wtrąciłam- Nie
zamierzam gnić za biurkiem
- Więc trzeba zwiększyć ochronę.
Proponowałbym też osobistego ochroniarza.
- Bez przesady, Ramallo –skarciłam
go- Mogę się zgodzić na jednego, góra dwóch ochroniarzy więcej
i to do pilnowania budynku, nie mnie. Jak szybko przeprowadzisz
wstępną rekrutację?
- Już ją przeprowadziłem –uśmiechnął
się przebiegle- Masz teraz czas? Przyjrzałem się już kandydatom i
z dwudziestu chętnych pozostało sześciu. Nie zajmie ci to dużo
czasu, hmm?
Zmrużyłam powieki, patrząc na niego
z nieukrywaną złością. Jakim prawem on przeprowadzał rekrutację,
nim wyraziłam zgodę na przyjęcie kogoś nowego? Mężczyzna dobrze
znał ten wzrok, i miał tyle przyzwoitości, by skurczyć się w fotelu pod jego siłą.
- Wybacz mi, Angie –jęknął-
Uznałem to za słuszne działanie i źle zrobiłem nie czekając na
konsultacje z tobą.
- W porządku –posłałam mu
sceptyczne spojrzenie- Tym razem ci to odpuszczę, bo wyjątkowo masz
rację.
- Dziękuję –odetchnął z ulgą-
Więc... masz teraz czas? Kandydaci czekają przed salą
konferencyjną.
- Sam! –zawołałam, a kobieta
natychmiast pojawiła się w drzwiach z notesem w ręku.
- Słucham?
- Mam teraz jakieś spotkanie? –ta
zaczęła przerzucać kartki notesu
- Nie –rzuciła
- Dziękuję –kiwnęłam do niej
głową i wyszła, po czym zwróciłam się do Ramallo- Dobrze,
zobaczmy tych ochroniarzy.
Piętro niżej w korytarzu stało
sześciu facetów pozornie do siebie podobnych- umięśnieni,
barczyści, w czarnych garniturach i pod krawatem. Nie skupiałam
jednak na nich większej uwagi, idąc.
Wkroczyłam do
sali konferencyjnej, a tuż za mną Ramallo. Pomieszczenie to, jak
znaczna większość w tym budynku, było zbudowane jak mój gabinet-
trzy mleczne ściany, a czwarta to okno z widokiem na Chicago. Na
jednej ze ścian umocowany był ekran, a na suficie rzutnik. Całe
pomieszczenie zapełniał szklany stół konferencyjny potrafiący
pomieścić dwudziestu ludzi, na którego końcu spoczywał laptop.
Zajęłam miejsce u szczytu stołu, przewiesiłam torebkę przez
oparcie krzesła i założyłam nogę na nogę. Mężczyzna przekazał
mi podkładkę z podaniami kandydatów i rzekł:
- Ostateczny wybór należy do ciebie
–ruszył ku wyjściu- Kto pierwszy?
- Smith –oznajmiłam, rzucając okiem
na pierwszą kartkę.
Ramallo wyszedł i przywołał do
środka pierwszego faceta. Wyciągnęłam z zatrzasku na podkładce
długopis i stukając nim w policzek zmierzyłam wzrokiem kandydata
#1. Przeprowadziłam z nim krótką rozmowę na temat jego
doświadczenia w pracy, oraz poświęcenia na jakie jest gotów w
celu ochrony ludzi. Podobnie zrobiłam z kolejnymi dwoma. Odprawiając
niejakiego pana Breck’a zaczęłam tracić nadzieję, czy zdecyduję
się na któregokolwiek. Byli tak samo nudnymi facetami, o takich
samych wyuczonych manierach i sztywnym podejściu do pracy. Trzeba
przyznać, że ich kwalifikacje były idealne ale gdyby Ramallo uparł
się na osobistego ochroniarza dla mnie, nie miałabym ochoty spędzać
z żadnym z nich całych dni.
- Wychodząc, zawołaj kolejnego
–rzuciłam, spoglądając na kolejne podanie- Castillo
Mężczyzna wykonał polecenie, a ja
wstałam by chodź trochę się rozruszać. Siedziałam tam już
przecież od godziny. Podeszłam do okna i mój wzrok powędrował po
rozciągającej się u moich stóp panoramie miasta.
Za moimi plecami zatrzasnęły się
delikatnie drzwi, a kolejny kandydat przywitał się
- Dzień dobry... –uciął, po czym
rzucił zdziwiony- Angie?
Natychmiast się do niego odwróciłam,
a moje serce gwałtownie przyspieszyło. To był on! German, facet
którego niedawno całowałam, stara się o pracę. U mnie!
- Dzień dobry –uśmiechnęłam się
wbrew sobie, ale natychmiast przybrałam profesjonalny wyraz twarzy,
nie okazujący żadnych uczuć- Twoje referencje?
Nie, żebym miała zamiar słuchać
tego co ma mi do powiedzenia. Usiadłam z powrotem za stołem i
spojrzałam do jego podania. Nie ważne jakie ma doświadczenie, czy
też w ogóle go nie ma. Podjęłam już decyzję o przyjęciu go.
Przecież nie mogę stracić takiej okazji na... no cóż, mniejsza z
tym.
- ... szkołę mundurową, pracowałem
przez jakiś czas jako strażnik nocny w galerii handlowej...
„Hm... gdyby tak wcisnąć go w
skórzane stringi z ćwiekami, czapkę policjanta i niech dla mnie
tańczy...” –nie spodobało mi się to, gdzie biegną moje myli,
więc skupiłam się z powrotem na tym, co do mnie mówi.
- Dobra, German –przerwałam mu,
unosząc dłoń i podnosząc się z krzesła- Nie musisz się już
produkować. Mam wszystkie niezbędne informacje. Poinformuję
cię, jeśli rekrutacja przeszła pomyślnie w twoim przypadku.
Podeszłam do niego i podałam mu dłoń,
którą natychmiast uścisnął, patrząc mi w oczy. Musiałam
walczyć ze sobą, żeby nie dać się onieśmielić i spłonąć
rumieńcem... lub nie rzucić się na niego w przypływie pożądania.
- Dziękuję –rzekł cicho, po czym
dodał- Myślałem o tobie od momentu, kiedy rozstaliśmy się w
Tempe. Jesteś bardzo... zaskakującą kobietą.
- Wolę działać spontanicznie
–oznajmiłam z wyższością.
- Zauważyłem –rzucił i nim się
spostrzegłam, objął mnie w talii i przycisnął wargi do moich
ust.
Natychmiast go odepchnęłam i
spoliczkowałam.
- Ustalmy zasady, panie Castillo
–warknęłam, zaciskając pięści na klapach jego marynarki- Nie
wolno ci całować znienacka swojej szefowej.
- A-a tobie wolno całować bez
ostrzeżenia dopiero co poznanego faceta? –zbulwersował się
- Po pierwsze, pracujesz teraz dla
mnie, więc domagam się szacunku. Po drugie, jako szefowi wolno mi o
wiele więcej –szarpnęłam go ku sobie łącząc ponownie nasze
usta w namiętnym pocałunku działającym pobudzająco na wszystkie
zmysły.
- Pracuję? Dla ciebie? –zdziwił się,
przerywając pocałunek- Czyli mnie przyjmujesz?
- Na to wygląda –szepnęłam, po
czym kłapnęłam na niego zębami i odsunęłam się od niego,
zajmując z powrotem swoje miejsce za stołem- Wychodząc, proszę
zawołać –spojrzałam na podanie- pana Johnsona. A sam zgłoś się
jutro w moim biurze. Najwyższe piętro, na pewno trafisz –posłałam
mu oczko.
Mężczyzna stał przez chwilę
pośrodku pokoju, totalnie zmieszany ale w końcu doszedł do siebie
i ruszył ku drzwiom.
Nim przede mną stanął kolejny
kandydat, wyjęłam z torebki chusteczkę, maleńkie lusterko i
szminkę przy pomocy których doprowadziłam się do porządku. Znowu! Czy
ten facet zawsze musi mi rozmazywać makijaż?
- Dzień dobry –przywitał się
kolejny nudziarz, który wszedł do sali.
- Witam... –mruknęłam-
Doświadczenie?
Z takim właśnie nastawieniem
przesłuchałam ostatnią dwójkę. Potem wybrałam jednego
faceta do przyjęcia. Skoro German będzie moim osobistym
ochroniarzem, Ramallo potrzebuje jeszcze kogoś do ochrony tutaj,
prawda?
Zgarnęłam ze stołu swoje rzeczy i
ruszyłam w drogę powrotną do swojego gabinetu. Kiedy już się w
nim znalazłam, ledwo rozsiadłam się za biurkiem, a do środka
weszła Sam, wcześniej grzecznie pukając. Przyniosła mi kawę i
wyczytała z notesu listę moich dzisiejszych spotkań. Następnie
postawiła przede mną stertę papierów do podpisania. Miałam
godzinę, żeby się z nimi mniej-więcej zapoznać i złożyć
podpis bo później czekała mnie seria rozmów z klientami.
Wróciłam do domu po ósmej, ledwo
trzymając się na nogach. Można by twierdzić „co to takiego,
trochę papierkowej roboty?” ale nawet ta praca daje w kość...
szczególnie jak ma się na nogach dwudziestocentymetrowe szpilki.
Zrzuciłam je, gdy tylko wyszłam z
garażu na parter mojego domostwa. Jakaż to była ulga! Przysiadając
na podłokietniku kanapy, rozmasowałam kolejno obie stopy. Niestety
chwila relaksu okazała się być zbyt krótka. Do salonu weszła
Olga, oznajmując mi, że mam gościa, który czeka w gabinecie.
Westchnęłam i podziękowałam jej, wsuwając z powrotem niewygodne
buty.
W moim domowym biurze czekał Ramallo.
Zdziwił mnie jego widok ale byłam ciekawa po co się tutaj zjawił.
- Dobry wieczór, panno Carrara
–uśmiechnął się delikatnie- Przepraszam, że niepokoję cię o
tej porze ale chciałem jeszcze obgadać twoich nowych ochroniarzy.
- Skoro nie mogło to zaczekać do
rana... –burknęłam, siadając za biurkiem i nie kryjąc swojego
niezadowolenia z niezapowiedzianej wizyty.
- Wybacz ale chciałbym, żeby już
jutro zaczęli służbę –rzekł, posyłając mi przepraszający
uśmiech- Z dokumentów, które mi podesłano wynika, że wybrałaś
Nicka Brecka i Germana Castillo
Cholera! Dlaczego na sam dźwięk jego
imienia moje serce przyspieszyło?
- Tak –powiedziałam profesjonalnym
tonem- Przemyślałam też twój pomysł z osobistym ochroniarzem i
myślę, że pan Castillo będzie idealny do tej roli
Tej... i może jeszcze innej...
- Świetnie! –klasnął w dłonie- To
pierwszy raz od dwóch miesięcy, kiedy zgodziłaś się na coś co
wyszło z moich ust.
- Nie pochlebiaj sobie –zbeształam
go żartobliwie- Coś jeszcze?
- Właściwie, nie
- Doskonale –wstałam, on również-
Jutro z rana niech stawią się u mnie obydwaj. Chcę nakreślić im
zasady. Potem zajmiesz się grafikiem pana Brecka
- A Castillo nie? –zdziwił się
- Przecież to mój osobisty
ochroniarz, Ramallo –rzuciłam, jakby to było najoczywistszą
rzeczą na świecie, bo przecież było- Wiadomo, że do jego
obowiązków będzie należało chodzenie za mną od świtu do nocy
Albo jeszcze dłużej...
- No tak, masz rację –pokiwał
głową- W takim razie ja się zmywam. Dobrej nocy, Angie
- Dobranoc –cmoknęłam go w policzek
i wyszłam z gabinetu, a on za mną. Potem on ruszył ku frontowym
drzwiom, a ja do jadalni, gdzie Olga podała mi po chwili kolację.
Kolejnego dnia, gdy pojawiłam się w
swoim biurze, Sam przeczytała mi listę dzisiejszych zajęć.
Spotkanie z nowymi ochroniarzami- super, papierkowa robota- no...
jakoś ujdzie, sesja zdjęciowa do nowej reklamy- świetnie, lunch i
do domu.
Jako, iż to była moja firma, miałam
elastyczne godziny pracy, więc przychodziłam na zmianę- na rano
lub na południe, a jeśli nie mam ochoty się ruszać z willi,
siedzę w moim domowym gabinecie i całą pracę odwalam przez
internet.
Punktualnie o dziewiątej, w moim
biurze zjawili się Nick i German. Oboje wyglądali smakowicie w
zatwierdzonych przeze mnie uniformach, obowiązujących ochroniarzy.
Jak zwykle jednak to na widok pana Castillo oblewałam się potem.
- Dzień dobry, panno Carrara
–przywitali się jednocześnie.
- Witam, panowie –posłałam im
profesjonalny uśmiech i wskazałam krzesła po drugiej stronie
biurka- Siadajcie, mamy sporo do omówienia.
Spełnili moje polecenie i słuchali z,
zapewne udawanym, zainteresowaniem tego jak produkuję się na temat
ważności poświęcenia siebie dla ochrony innych. Potem odprawiłam
Breck’a, nakazując mu udać się do biura Ramallo po grafik.
German był zdziwiony, że i jemu tego nie poleciłam. Wyjaśniłam,
że przypadł mu zaszczyt bycia moim osobistym ochroniarzem, na co
zareagował uśmiechając się z wdzięcznością.
Gdy zostaliśmy we dwoje, uśmiechnęłam
się do niego kusząco, po czym udając, że nic się nie wydarzyło,
zabrałam się za przebieranie dokumentów.
- Rozgość się, posiedzimy tu jeszcze
co najmniej półtora godziny –rzuciłam, machając ręką w
kierunku sofy lecz nie podnosząc na niego wzroku.
- Muszę przyznać, że mnie
zaskoczyłaś –rzekł, przemieszczając się w tamtym kierunku.
- Zechcesz zdradzić, czym? –z
ciekawości aż na niego spojrzałam
- Tym –rozłożył ramiona, i okręcił
się wskazując wszystko- Tym, że jesteś właścicielką tego
wszystkiego. Prawdę mówiąc, gdy wspomniałaś o rozbieżności
wykonywanej pracy na myśl mi przyszło...
Urwał, a we mnie zagotował się
gniew. Co takiego przyszło mu do głowy? Miał mnie za pieprzoną
dziwkę?!
- Dokończ. To. Zdanie –wysyczałam
przez zęby, podnosząc się z krzesła i idąc powoli w jego
kierunku- No dalej!
- Wolałbym nie –rzucił stanowczo,
co sprawiło, że stanęłam jak wryta.
Czyżby ten nieśmiały chłoptaś miał
jednak jaja? Albo jednak nie? Może i powiedział to z mocą ale
nadal w obronie własnej. W dalszym ciągu napawam go strachem. No
cóż... nie uwierzę, że ma coś w spodniach, dopóki tego nie
zobaczę.
- Mądrze z twojej strony –zamruczałam,
stawiając zmysłowe kroki w jego kierunku.
- Gdybym cię znał, uznałbym, że
próbujesz mnie uwieść –zauważył, nie odwracając wzroku, od
moich krągłości.
- To doskonale, że mnie nie znasz
–szepnęłam- jeszcze byś się przestraszył
- Ciebie? –prychnął, spoglądając
mi w oczy- Tak delikatnej i kruchej kobiety?
Teraz to ja parsknęłam, i zbliżając
się dostatecznie blisko, wczepiłam palce w jego włosy i szarpnęłam
mocno, odchylając mu głowę do tyłu.
- Jak to ładnie ująłeś –rzuciłam
z wyższością- nie znasz mnie. Więc też nie oceniaj mnie po
wyglądzie. To „kruche” pudełeczko skrywa bestię, czekającą
na głupca, który ją uwolni.
- Mogę być tym głupcem, jeśli tylko
zechcesz –wyszeptał, a w jego oczach tlił się żar pożądania.
- Taką mam właśnie nadzieję
–zamruczałam, puszczając jego włosy i zjeżdżając dłonią na
jego kark po czym przyciągnęłam go bliżej.
Jego ciepły oddech łaskotał moją
skórę, kiedy patrzyliśmy sobie w oczy, pochłonięci bez reszty
fascynacją sobą nawzajem. Miałam wielką ochotę aby wpić się w
jego rozkoszne usta i zedrzeć z niego ten garnitur. Potem
posiadłabym go. Tutaj, na kanapie w moim biurze. Rozsądna strona
mojej osobowości stanowczo się temu sprzeciwiała twierdząc, że
każdy może tu wejść i nakryć nas. Po chwili, podczas której mój
mózg niemal eksplodował od natłoku myśli, odsunęłam się od
niego, opuszczając dłonie wzdłuż boków.
- Nie teraz –mruknęłam, wracając
do biurka.
Mężczyzna natomiast stał w
osłupieniu nie zdolny do jakiegokolwiek ruchu. Czyżbym aż tak
bardzo go szokowała? Przecież nie zrobiłam niczego niezwykłego,
prawda?
- Jak ty to robisz? –zapytał,
padając ciężko na kanapę.
- Co takiego? –obrzuciłam go szybkim
spojrzeniem, po czym wróciłam do papierów.
- Podchodzisz do mnie i rozpalasz we
mnie najgłębsze pragnienia, w twoich oczach widzę to samo
pragnienie, a ty wbrew temu odsuwasz się jak dyby nigdy nic i
przestajesz się mną interesować
- Gdybym przestała się tobą
interesować, nie pracowałbyś tutaj –westchnęłam- A właśnie!
Podobnie jak ja, powinieneś teraz pracować, więc rób to.
- A co dokładnie? Jestem twoim
ochroniarzem, więc mam cię bronić. Nie widzę tu żadnego
zagrożenia
- Więc uchroń mnie, proszę, przed
popełnieniem morderstwa i nie przeszkadzaj mi w papierkowej robocie
–warknęłam.
Nie odezwał się ani słowem, aż
skończyłam. Gdy ostatnia z umów wylądowała na stercie
„Podpisanych”, a moje pióro spoczęło na biurku, wstałam i
przeciągnęłam się.
- Sam! –zawołałam
Kobieta niemal natychmiast weszła do
środka, ściskając w dłoniach nieodłączny notatnik.
- Możesz je już zabrać –wskazałam
na sporą stertę- Przypomnij mi, gdzie tym razem mam sesję?
Samantha zabrała naręcze dokumentów
i wyrecytowała adres. Tym razem zdjęcia nie miały być robione w
plenerze, lecz w studiu fotograficznym „Flash”. Moi marketingowcy
dopasują mi później odpowiednie tła i hasła reklamowe.
Podziękowałam asystentce i skinąwszy
na Germana, ruszyłam do windy. Mężczyzna posłusznie podążał za
mną. Gdy zjechaliśmy na parking, rozejrzał się uważnie i
zapytał:
- Który wóz jest twój?
- Ten –wskazałam na czarne Audi,
którym postanowiłam dziś przyjechać do biura, po czym rzuciłam
mu kluczyki- Mam nadzieję, że zapamiętałeś adres
- Serio, chcesz żebym prowadził? –nie
ukrywał zdumienia, ale też zachwytu sportowym samochodem- Nie boisz
się, że go uszkodzę?
- Nie –rzuciłam wzruszając
ramionami- Bo jeśli je uszkodzisz, ja uszkodzę ciebie. I nie będzie
to miłe, ani bezbolesne.
- Grunt to motywacja –wymamrotał
otwierając pilotem zamki w drzwiach.
Usadowiwszy się wewnątrz auta,
ruszyliśmy do East Side, gdzie znajdowało się studio. Spoglądając
od czasu do czasu na Germana, dostrzegłam jaką przyjemność
czerpał z jazdy takim samochodem. Eh... chłopcy i ich zabawki.
- Jesteś świadomy tego, że jako mój
osobisty ochroniarz będziesz musiał się do mnie wprowadzić?
–zagadnęłam, gdy zatrzymało nas czerwone światło.
- Nie.. myślałem o tym –rzekł, po
czym dodał nieco nerwowo- A twój chłopak nie będzie miał nic
przeciwko?
No cóż, nie mogłam się powstrzymać
i wybuchnęłam głośnym śmiechem.
- Cz-czy ty na serio sądziłeś, że
gdybym z kimś była, dobierałabym się do ciebie –wydusiłam,
uspokajając się nieco- Poza tym, ja nie miewam chłopaków.
- Jak to możliwe, że tak... piękna
kobieta nie jest adorowana?
- Źle mnie zrozumiałeś –rzuciłam,
odwracając się w siedzeniu tak, by być do niego przodem- Bywam z
mężczyznami, ale nasze relacje nie są tak proste jak
chłopak-dziewczyna. To coś w rodzaju układu
Castillo zamrugał powiekami, zapewne
starając się zrozumieć.
- Ale w jakim sensie? –zapytał w
końcu
- To raczej nie jest czas ani miejsce
na zwierzanie się ze swojego stylu życia –burknęłam, odwracając
się z powrotem i wbijając wzrok w przednią szybę.
- Sama podjęłaś ten temat
- Ale zmieniłam zdanie –warknęłam
tonem nieznoszącym sprzeciwu- Powiem ci, lub nie w swoim czasie.
Wszystko zależy od paru czynników.
- W porządku –mruknął
Przez resztę drogi żadne z nas się
nie odezwało. Ja, bo nie miałam nic do powiedzenia. On, jak
przypuszczałam, żeby mnie nie irytować jeszcze bardziej. Jak to
jest możliwe, że mimo tego jak mnie bardzo wkurzał, bezustannie
miałam na niego ochotę.
Gdy dojechaliśmy na miejsce, zaszyłam
się w swojej garderobie, a German, jak przystało na ochroniarza,
stał po drugiej stronie drzwi lustrując wzrokiem wchodzące i
wychodzące osoby. Wraz ze mną znajdowały się w środku Doti-
czyli stylistka, zajmująca się mną przy okazji każdej sesji, oraz
Violetta- jej nowa, młodziutka stażystka. Dziewczyna nie miał
nawet 20 lat, a wiedzę na temat stylizacji posiadła zapewne z
magazynów ale polubiłam ją. Była średnio wysoka, brązowowłosa
i odznaczająca się orzechowym kolorem oczu. Zupełne przeciwieństwo
Doti. Ta natomiast była wysoką blondynką o tak jasno szarych
oczach, że ich kolor przypominał niemal biel.
Gdy już wystrojono mnie w krótkie
jeansowe spodenki, koszulę flanelową kończącą się średnim
węzłem tuż pod biustem, oraz nieco mniej seksowne trapery,
otrzymałam swoje dodatki w postaci luźnego pasa na narzędzia,
kasku i gogli ochronnych. Zrobiono mi również odpowiedni makijaż,
po czym opuściłam garderobę. Towarzyszył temu gwizd uznania ze
strony Germana, wpatrującego się bezczelnie w mój dekolt. Doti
patrzyła z przerażeniem to na mnie, to na niego, a ja
bezceremonialnie wymierzyłam mu policzek.
- Jeśli chcesz nadal dla mnie
pracować, zachowaj niesłowne, czy też słowne uwagi dla siebie
–syknęłam, na co on tylko pokiwał głową.
Przez chwilę patrzyłam mu w oczy, po
czym odwróciłam się i ruszyłam w stronę wyznaczonego na sesję
pomieszczenia. Dobrze wiedziałam, że on i Doti, być może również
Violetta idą za mną, lecz nie odwróciłam się ani razu, nie chcąc
tracić swojego statusu nieugiętej.
- Ciao Bella –w końcu korytarza, tuż
przed drzwiami, do których zmierzałam, odezwał się znajomy mi
głos z udawanym włoskim akcentem.
- Witaj Beto –uśmiechnęłam się
nieznacznie.
Roberto to zawodowy fotograf, który
osobiście zrobił mi zdjęcia do wszystkich bilbordów, ulotek i
reklam umieszczanych w gazetach. Był to człowiek z niezwykłą
artystyczną duszą. Chodź nigdy nie był po drugiej stronie
Atlantyku, zawzięcie upierał się, że jest Włochem.
- Wyglądasz po prostu.... belissima!
–zakrzyknął, zbliżając się do mnie.
Ujął moją dłoń i dygając
szarmancko, całował ją, po czym przyjrzał mi się dokładnie.
- Malarz i architekt, co ty na to?
–zapytałam, okręcając się, by mógł mnie zobaczyć ze
wszystkich stron.
- Si –uśmiechnął się podziwiając
mnie ponownie- Może jeszcze hydraulik? Macie chyba w tej twojej
korporacji speców od armatury wodnej, co?
- Naturalnie –rzekłam łagodnie- To
dobry pomysł
- Zatem zapraszam do mojego królestwa
–wskazał mi drzwi, po czym dostrzegł Germana i zapytał- A tego
pana nie znam
- Mój nowy ochroniarz –rzuciłam od
niechcenia
Fotograf zlustrował go wzrokiem,
kiwając głową.
- Ulala, jaki macho –zacmokał-
podoba mi się. Nie myślałeś o karierze modela?
- Nie –rzekł sztywno
Beto wzruszył tylko ramionami i
zaprosił nas do środka. Wielkie pomieszczenie wypełnione było
sprzętem fotograficznym, którego przeznaczenia nigdy nie odkryłam.
Po przeciwnej stronie rozwinięty duży ekran, służący za tło do
zdjęć. Na boku leżało parę sprzętów budowlanych; duże młoty,
młot pneumatyczny, skrzynka z narzędziami itd.
- Możemy zaczynać? –zapytał
fotograf, na co skinęłam głową i podeszłam do ekranu.
Jednocześnie do pomieszczenia wbiegło
dwóch młodych mężczyzn.
- Andres! Leon! –krzyknął Beto-
Gdzie wyście się podziewali! Do roboty!
Jak się okazało, byli to asystenci
mężczyzny. Studio „Flash” przyjęło w ramach jakiegoś
projektu młodych ludzi na stanowiska asystentów w każdym dziale.
Ta dwójka –wysokich szatynów- pomagała Beto. Wtedy akurat
podawali mi rekwizyty. Byłam im za to wdzięczna, bo chodzenie przez
pół pokoju tam i z powrotem nie było moim marzeniem. Doti miała
do pomocy Violettę i Ludmiłę- nieobecną wówczas.
Tak, jak ustaliliśmy wcześniej, Beto
robił zdjęcia mnie, wcielającej się w postaci malarza,
hydraulika, a na koniec architekta. Na potrzeby tej ostatniej
charakteryzacji ustawiono przede mną stół z wielkimi arkuszami
papieru, na których nakreślone były szkice jakiegoś budynku. Moim
zadaniem było pochylać cię nad nimi seksownie i udawać, że coś
szkicuję. Reakcja wszystkich mężczyzn w pokoju była taka sama.
Gapili się bezczelnie na mój biust. Posłałam każdemu groźne
spojrzenie, zatrzymując się nieco dłużej na śliniącym się
Germanie. Jedynie Beto był uratowany, bo zasłonił się aparatem.
Dostrzegłam jednak, że zbliżenia jakie robił były zbyt silne, by
widzieć mnie całą.
Po sesji Doti i Violetta zaprowadziły
mnie z powrotem do garderoby, gdzie zmyły mi makijaż i nałożyły
nowy- delikatny, taki jaki miałam wcześniej. Potem wyszły, dając
mi odrobinę prywatności, abym mogła się przebrać w swoje ciuchy.
Nim jednak to zrobiłam, podeszłam
cicho do drzwi i uchyliłam je. Nagle naszła mnie ochota, aby dobrać
się do mojego nowego ochroniarza. Wystawiając głowę na korytarz,
zobaczyłam Germana stojącego naprzeciwko i wpatrującego się we
mnie ze zdziwieniem. Bez słowa złapałam za jego krawat i
wciągnęłam do pomieszczenia, zamykając je na klucz.
- O co...
- Ciii –uciszyłam go szybko- Znam
lepsze zajęcie dla twoich ust, niż gadanie
Złapałam za klapy jego marynarki i
przyciągnęłam ku sobie, całując go bez jakichkolwiek oporów.
Jego dłonie spoczęły na moich policzkach i delikatnie odsunął
mnie, co mi się nie spodobało.
- Czy to nie jest molestowanie
pracownika? –rzekł poważnie, lecz uśmiechając się szelmowsko
- Spróbuj tyko mnie zaskarżyć, a
dostaniesz klapsa –mruknęłam
- Brzmi zachęcająco –zaśmiał się
i złączył ponownie nasze usta.
Jego dłonie zsunęły się po mojej
szyi, piersiach, talii, aż spoczęły i zacisnęły się na
pośladkach. Zamruczałam z zadowoleniem, pozbywając go marynarki i
rozwiązując krawat. Potem on pochylił się i zdjął mi buty. Gdy
wracał pozycją do pionu, znaczył moje ciało linią pocałunków,
od uda, przez odsłonięty brzuch, dekolt, szyję i brodę, aż
wrócił wreszcie do ust. Po chwili rzucił mnie na szezlong,
przygniatając samym sobą. Całował mnie namiętnie, rozpinając mi
spodenki i zsuwając je wraz z majteczkami, następnie zabrał się
za koszulę i stanik. Kiedy już byłam naga, odwróciłam nas tak,
bym to ja była na górze i pozbyłam się jego ubrań. Pochyliłam
się nad nim, całując i jednocześnie wprowadzając w siebie jego
męskość. Jęknęłam z rozkoszy wprost w jego usta, kiedy ogarnęło
mnie przyjemne uczucie wypełnienia. Zaczęłam się poruszać.
Powoli, rozkoszując się każdym pchnięciem. German zajęczał
cicho i odwrócił nas z powrotem tak, że to on był na górze.
Poruszał się co raz szybciej i mocniej, a ja wbiłam paznokcie w
jego plecy, pozostawiając zapewne zadrapania. Nie przejmując się
tym, mężczyzna kontynuował tę rozkoszną grę, a ja czułam jak
narasta we mnie napięcie. Z każdym jego pchnięciem czułam jak
wznoszę się co raz wyżej, aż w końcu jęknęłam szczytując. On
doszedł chwilę później, po czym padł na mnie wycieńczony.
Zmienił jednak szybko pozycję, abym to ja leżała na nim i
tkwiliśmy tak przez chwilę regenerując siły. Jego ręce oplatały
mnie w pasie, abym nie spadła z szezlongu. Głowę ułożyłam na
jego falującej piersi i wdychałam jego upajający zapach.
- Angie –szepnął, unosząc jedną
dłoń gładząc mnie nią po włosach- Czy teraz wyjaśnisz mi na
czym polega twój „układ”, jak to sama nazwałaś, z
mężczyznami? Niewątpliwie chciałbym tego spróbować.
- Nie mów hop –rzuciłam, podnosząc
się i wstając- Nie powiem ci teraz, bo oficjalnie ja się w tej
garderobie przebieram, a nie pieprzę i mam na to określony czas.
Skoro jednak chcesz się zapoznać z tym, co mogę ci zaoferować...
Pogadamy o tym w domu.
- W domu? Ah, tak! Mam się przecież
do ciebie przeprowadzić.
- Dokładnie tak –powiedziałam z
lekkim uśmieszkiem- Nie ukrywam, że ułatwi nam to parę spraw.
Nie przejmując się tym, że widzi
mnie nago (bo niby czemu, skoro przed chwilą uprawialiśmy seks),
zaczęłam podnosić z podłogi nasze ubrania. Tymi, które były
Germana, rzucałam w niego, chichocząc cicho. Moje „sceniczne”
ciuchy odwiesiłam na wieszaki, a sama ubrałam się w te, w których
przyjechałam. On również się ubrał, lecz jego pomięta koszula
była zbyt wyraźnym dowodem na to, że coś jest nie tak jak być
powinno. Rozejrzałam się więc wśród wieszaków z ubraniami i
znalazłam stojaki z męskimi ubraniami. Dorwałam stamtąd błękitną
koszulę i podałam mu ją.
- Sprawdź czy pasuje –poleciłam.
Usłuchał. Zdjął ponownie krawat i
marynarkę, a potem koszulę. Podziwiałam każdy skrawek jego
odsłoniętego ciała. Jego tors odznaczał się ponętną
muskulaturą, której bardzo chciałam dotknąć. Nie zrobiłam tego
jednak.
Gdy ubrał tę koszulę, okazała się
być idealnie dopasowana. To znaczy, on sądził, że jest rozmiar za
mała ale mnie strasznie przypadła do gustu za to jak seksownie
opinała mięśnie na jego klacie.
- Ślinisz się –zażartował,
muskając opuszkiem palca czubek mojego nosa.
- Wcale nie –prychnęłam z pogardą
i pchnęłam go w kierunku wyjścia- Wynocha!
Wychodząc, posłał mi całusa. Gdy
zamknęły się za nim drzwi, uśmiechnęłam się niczym zakochana
nastolatka. Jak ten mężczyzna to robił, że wzbudzał obce mi
zachowania?
Spojrzałam w lustro i dostrzegłam
zarumienioną postać ze zmierzwionymi włosami... i rozmazaną
szminką. Znowu!
Starałam się jakkolwiek opanować
chaos na mojej głowie, ale seks zapewnił mi lepszy tapir, niż
grzebień najlepszego w swoim fachu fryzjera. W końcu poddałam się
i pewnym krokiem opuściłam garderobę.
Na korytarzu oczywiście czekał
German. Na mój widok kącik jego ust uniósł się nieznacznie.
Uniosłam brew i posłałam mu karcące spojrzenie. Jednoznaczny
sygnał, by zachowywał się profesjonalnie. Kiwnął więc głową,
przybierając poważny wyraz twarzy- zrozumiał. Opuściliśmy
budynek i wsiedliśmy do mojego Audi, tym razem to ja prowadziłam.
- Do firmy przyjechałeś swoim
samochodem? –zapytałam
- Nie, taksówką
- Ale samochód masz? –obrzuciłam go
szybkim spojrzeniem
- No raczej –obruszył się
- Dobrze, więc zawiozę cię do domu.
Musisz się spakować i przyjechać do mnie –podałam mu adres-
Jeśli nie ja ci otworzę, to gosposia przekaże ci, gdzie akurat
jestem.
- Masz gosposię? –zapytał takim
tonem, jakbym właśnie powiedziała mu, że trzymam za domem rakietę
kosmiczną.
- Co w tym złego? Nie mam czasu na
gotowanie i zajmowanie się domem, więc robi to za mnie Olga.
- No tak, przecież jesteś wielką
panią prezes –burknął- Masz tyle rzeczy na głowie...
- Gdybym nie prowadziła samochodu,
dostałbyś w twarz. Nie masz pojęcia o obowiązkach prezesa.
- Masz rację, nic nie wiem –rzucił
zacięcie- Nie wiem też, dlaczego po, uwaga, jednym dniu znajomości,
dostałem od ciebie w twarz. Wielokrotnie.
Otworzyłam usta, by to wyjaśnić,
lecz nagle uświadomiłam sobie, że nie mam pojęcia jak. Tak
działałam i już. Może do jakaś część mojej natury...
- Jestem impulsywna i gdy coś mi się
nie podoba, działam –oznajmiłam
- Da się to zauważyć
- Wiesz, że prędzej czy później
zatrzymam ten wóz, a wtedy się zemszczę.
- Jestem tego świadomy –uśmiechnął
się lekko
Wprost nie mogłam się powstrzymać i
zrobiłam to samo. Co ten człowiek zemną wyprawiał?
Gdy wróciłam do domu, oznajmiłam
Oldze, że spodziewamy się nowego pracownika i ma przygotować dla
niego pokój. Ja natomiast udałam się do kuchni z postanowieniem
przygotowania lunchu.
Od zawsze lubiłam gotować ale natłok
zajęć i zmęczenie sprawiło, że musiałam zacząć wyręczać się
gosposią. Czasami jednak miewałam natchnienie, by poeksperymentować
z nowymi daniami. Olga służyła mi wówczas jako tester, oceniając
potrawy. Te, które najbardziej przypadły jej do gustu, dodała do
naszego codziennego menu.
Tego dnia naszła mnie ochota na
łososia i szparagi. Włączyłam więc stojące na parapecie radio i
zaczęłam się krzątać. Rozłożyłam kawałki ryby na parowarze,
wrzuciłam na patelnię szparagi i zaczęłam kroić świeże
przyprawy do sosu. Praca pochłonęła mnie bez reszty i nim się
zorientowałam, kręciłam bezmyślnie tyłkiem do „The time of my
life” Billa Medley’a i Jennifer Warnes. Kiedy odwracałam
szparagi, wyrzucając je w powietrze teatralnym ruchem, dostrzegłam
coś kątem oka. Tak się przestraszyłam, że niemal upuściłam
patelnię, ale ta w magiczny sposób została w mojej dłoni. W
drzwiach stał German z szelmowskim uśmiechem na ustach.
- Długo tu tak stoisz?
- Mniej więcej od „Stay with me
tonight”
Przewróciłam oczami i skupiłam z
powrotem uwagę na warzywach.
- Dlaczego przestałaś tańczyć?
Jestem ochroniarzem, moja praca polega na staniu z boku i
przyglądaniu się. Wcześniej, na sesji na przykład, nie krępowała
cię moja obecność.
- Praca to co innego niż wygłupy w
domu –prychnęłam
- Dokładnie, a tobie też należy się
trochę rozrywki. Nie marnujmy więc tak świetnej piosenki! –zaśmiał
się.
Podszedł do mnie tanecznym krokiem
godnym Patricka Swayze i wyjął z mojej dłoni nóż. Odłożył go
na blat, a mnie okręcił, po czym zaczął tańczyć. Na początek
byłam sceptycznie nastawiona do tej zabawy i musiał mnie zmuszać,
bym chodź trochę się bujała. Wkrótce jednak zaczęłam z równym
do jego zapałem wykonywać ruchy taneczne rodem z „Dirty Dancing”,
śmiejąc się przy tym do rozpuku.
- Panno Carrara, co tu tak... –do
kuchni weszła Olga, pociągając nosem, akurat w chwili, gdy German
przechylił mną tak bardzo, że niemal stykałam się plecami z
podłogą.
Stanęła jak wryta i nie odezwała się
ani słowem, dopóki nie wróciłam do pionu. Nie dziwiłam się jej,
że zaskoczył ją widok swojej wiecznie poważnej szefowej,
tańczącej w kuchni z nowym ochroniarzem. Na samą myśl o tej
scenie, miałam ochotę się roześmiać.
- Co się stało? –zapytałam ją,
poprawiając na sobie ubrania
- Przy...szłam tu bo poczułam zapach
spalenizny –oznajmiła
Mój wzrok natychmiast powędrował ku
patelni ze szparagami. Zmieniły kolor na brązowy, a nad nimi
unosił się szary dymek.
- O nie –jęknęłam, podbiegając do
kuchenki i wyłączając palnik.
- To moja wina –powiedział German-
Nie powinienem...
- Daj spokój –machnęłam
lekceważąco ręką i wyrzuciłam zawartość patelni- Olgo,
mogłabyś teraz zająć się lunchem? Łosoś jest na parze, a
szparagi... będziesz musiała zacząć od nowa
- Oczywiście, Angie –rzuciła i
podeszła do lodówki, wyjmując z niej warzywa.
- Chodź –powiedziałam do Germana i
skierowałam się w stronę gabinetu.
Mężczyzna posłusznie ruszył za mną.
- Masz bardzo duży dom –zauważył
- Owszem
- Naprawdę mieszkasz tutaj sama?
- Z Olgą. Wiele razy myślałam nad
przeprowadzeniem się do jakiegoś mniejszego mieszkania. Niestety
moja praca wymaga czasem zorganizowania przyjęć w celu ściągnięcia
potencjalnych klientów.
Zamknęłam za nami drzwi gabinetu i
usiadłam za biurkiem, a jemu nakazałam spocząć na przeciwko mnie.
Tak zrobił, a ja wyciągnęłam z szuflady dwa pliki zadrukowanych
kartek złączone spinaczami biurowymi.
- Twoja umowa o pracę –oznajmiłam,
kładąc dokument przed nim- Jedna kopia dla ciebie, druga dla mnie.
Podpisaliśmy ją, i każdy zabrał
swój egzemplarz.
- A teraz muszę cię o coś zapytać
–mruknęłam, wyjmując z biurka kolejny plik- Nadal jesteś ciekaw
tego, co mogę ci zaoferować?
- Bardzo –szepnął.
Uśmiechnęłam się kusząco,
podsuwając mu kolejny dokument.
- Cieszę się. To jest NDA. Umowa o
zachowaniu poufności. Mogę zdradzić ci sekret mojego...
zamiłowania, ale muszę mieć 100% pewności, że ta informacja nie
wyjdzie poza mury tego domu. Jestem twarzą międzynarodowej firmy i
nie mogę sobie pozwolić na taką sensację wokół mojej osoby.
- Mroczne sekrety? –uniósł brew, a
następnie uśmiechnął się i złożył podpis w wyznaczonym
miejscu- Jestem ciekaw.
- Dobrze, że nie muszę ci przypominać
o tym, że po podpisaniu NDA nie możesz pisnąć nikomu słówka na
temat tego co jest między nami
- A co jest?
Na moje usta wkradł się tajemniczy
uśmiech, kiedy wstałam i wyciągnęłam do niego rękę. Gdy ją
ujął, splotłam nasze palce i pociągnęłam go za sobą na górę.
Przeszliśmy korytarzem, mijając pokoje gościnne, moją sypialnię,
aż dotarliśmy do drzwi na samym końcu.
- Oto pokój zabaw –oznajmiłam,
otwierając. Weszliśmy do środka, a German stanął jak wryty.
Pomieszczenie pomalowane zostało na
krwistą czerwień, a na podłodze znajdowały się ciemno-brązowe
panele. W centrum stało łóżko z czerwoną jedwabną pościelą.
Do każdej z jego kolumienek przymocowane były skórzane kajdanki.
Na półkach przy ścianach spoczywały różnego rodzaju szpicruty,
pejcze i baty. Inne „zabawki” schowane były w dużej komodzie po
prawej stronie. Tuż obok niej znajdowały się drzwi prowadzące do
mojego pokoju.
- I? –próbowałam wybadać jego
reakcję
- Zaskoczyłaś mnie –rzekł,
odwracając wzrok na mnie- Nie spodziewałbym się, że gustujesz w
sado-maso.
- Mówisz, że nie wyglądam na kogoś,
kto lubi smagać pejczami? –zapytałam przesadnie słodkim tonem-
No coś ty!
- No cóż... –westchnął- Nie
ukrywam, że to dla mnie coś zupełnie nowego. Nie mniej jednak, mam
ochotę spróbować.
- Zuch chłopiec –zamruczałam,
kradnąc mu pocałunek.
Objął mnie w talii i przyciągnął
do siebie, szepcząc mi do ucha:
- Dasz się przykuć do łóżka?
- Może... –odszepnęłam- Ale
dopiero kiedy wychłostam cię za denerwowanie mnie podczas jazdy
samochodem
- Mogę przystać na takie warunki –na
te słowa zaśmiałam się szyderczo.
- To nie była propozycja –rzuciłam,
całując go jeszcze raz i odchodząc w stronę komody- Zaoszczędzisz
nam czasu, jeśli się rozbierzesz. Zaraz wracam.
Otworzyłam drzwi do mojej sypialni i
weszłam tam szybko, kierując się wprost do szafy. Kiedy wróciłam
do pokoju zabaw, Germanowi dosłownie opadła szczęka (na szczęście
nie coś innego). Miałam na sobie czarne koronkowe stringi, i
skórzany gorset wiązany z przodu. On natomiast ubrany był
wyłącznie w przylegające do ciała bokserki, dzięki którym
mogłam zobaczyć jego pobudzenie.
Zmierzyłam go badawczym spojrzeniem z
góry na dół, przemierzając pokój w kierunku półki z pejczami.
Wybrałam jeden z cienkich i podeszłam z powrotem do mężczyzny.
Pocałowałam go mocno, a potem zaczęłam wokół niego krążyć.
- Nie podobał mi się twój ton
–oznajmiłam- którym zwracałeś się do mnie, gdy odwoziłam cię
do domu. Obiecałam, że cię za to ukarzę i właśnie przyszedł na
to czas
Bez wstępnych ceregieli zatrzymałam
się za nim i zamachnęłam się, chłostając jego plecy cienkimi
włóknami. Syknął cicho, a na skórze pojawiło się
zaczerwienienie.
- Czy taka kara ci odpowiada?
–zapytałam, delikatnie przesuwając opuszkami palców po
podrażnieniu
- Tak –jego głos przypominał
pomruk.
- Doskonale –zamachnęłam się
ponownie, a potem jeszcze raz i rzuciłam pejcz na ziemię.
Obeszłam go ponownie i zatrzymałam
się przed nim.
- Jestem usatysfakcjonowana
–uśmiechnęłam się nieznacznie- Teraz czas na ciebie.
Wspominałeś coś o przykuwaniu...
- ...do łóżka –dokończył,
wyciągając ku mnie ręce.
Grymas bólu szybko zniknął z jego
twarzy, a pojawiło się na niej czyste pożądanie. Objął mnie w
talii i gwałtownie do siebie przyciągnął. Pocałował mnie
namiętnie, a potem jego usta przeniosły się na moją szyję.
Rozkoszując się jego upajającym dotykiem, niemalże wbijałam mu
paznokcie w już podrażnione plecy. Gdy jego wargi ponownie
połączyły się z moimi, uniósł mnie, a ja oplotłam go nogami w
pasie. Podszedł do dużego łóżka i położył mnie na nim. Sam
zaś usiadł na mnie okrakiem i zapiął mi kajdanki na nadgarstkach.
- Teraz jesteś zdana na moją łaskę
–oznajmił z leniwym uśmiechem i ponownie zabrał się za
całowanie mojej szyi.
Potem przeniósł się niżej, na mój
biust, a jego ręce zabawiały się z ukrytymi pod majteczkami
zakątkami mego ciała. Wiłam się pod nim z rozkoszy, ciągnąc za
kajdanki. W ten sposób doprowadził mnie do pierwszego wówczas
orgazmu. A pozostałe... no cóż, German znał wiele sposobów, by
zadowolić kobietę, nie żebym mu się nie rewanżowała....
Tak minęły nam trzy miesiące.
Podczas oficjalnych spotkań, czy występów przed prasą, byliśmy
biznesmenką i jej ochroniarzem, chłodno wobec siebie nastawionymi.
Po pracy natomiast niemalże zmienialiśmy się w dzikie zwierzęta,
zabawiając się na wszelkie sposoby.
Można by uznać, że z Germanem łączył
nas wyłącznie seks. Po części była to prawda, bo taki właśnie
charakter miał nasz związek- tylko fizyczność, zero uczuć. W
ciągu tych paru miesięcy poznałam lepiej tego mężczyznę i...
przywiązałam się do niego. Nic dziwnego, że tak zareagowałam
tamtego dnia...
Spędzałam kolejne nudne popołudnie w
biurze. Wracałam właśnie z kolejnego spotkania z działem
marketingowym w sprawie kolejnej reklamy, kiedy zaczepił mnie
Ramallo.
- Dzień dobry, panno Carrara
–przywitał się formalnie
- Ramallo –kiwnęłam głową- O co
chodzi?
Mężczyzna zerknął na stojącego za
moimi plecami Germana, potem z powrotem na mnie.
- Musimy pogadać w cztery oczu –rzekł
znacząco.
- Oczywiście –rzuciłam i odwróciłam
się do ochroniarza- Zaczekaj na mnie przy windzie
Mężczyzna skinął sztywno głową i
ruszył przed siebie. Ramallo zaprowadził mnie to jakiegoś pustej
sali konferencyjnej, gdzie usiedliśmy obok siebie przy dużym stole.
- Więc...? –zapytałam
- Informacje, które dla ciebie mam nie
są z pozoru tak ważne, by zawracać ci głowę tuż po jednym
spotkaniu ale otrzymałem propozycję i muszę ją jak najszybciej z
tobą skonsultować.
- Okej, przyjęłam to do wiadomości.
Co jest grane?
- Widzisz... skończył się
trzymiesięczny okres próbny pana Brecka i pana Castillo. Nick jest
świetny i dobrze się spisuje tutaj, w firmie. German natomiast
wydaje się być zbędny jako twój osobisty ochroniarz. W ciągu
tych paru miesięcy nie wydarzyło się przecież nic... co by ci
zagrażało, prawda? Myślałem już o przeniesieniu go do straży w
budynku ale dziś dostałem wiadomość z naszej fili w Hiszpanii.
Potrzebują kogoś sprawdzonego do ochrony po ostatnim incydencie z
jednym z magazynów. Prosili, by jak najszybciej dać odpowiedź.
Pomyślałem, że to byłaby wielka szansa dla pana Castillo..
- Nie! –niemal krzyknęłam i
poderwałam się z miejsca- German zostaje na tym stanowisku, co
teraz i nigdzie nie wyjedzie!
- Angie, ale on nie jest ci potrzebny.
W ostatnim czasie nie było żadnych incydentów, wymagających
interwencji. Nie powiesz mi chyba, że polubiłaś to, że ktoś się
za tobą włóczy 24 na dobę?
Westchnęłam ciężko. I co ja miałam
mu niby powiedzieć? Nie, Ramallo tak naprawdę nie chcę, żeby
wyjeżdżał bo to mój kochanek. W myślach brzmiało to
idiotycznie, a na głos nie powiedziałabym tego nigdy.
- Przekażę to panu Castillo
- Zrobię to za ciebie –zaoferował
się
- Nie, ja z nim porozmawiam –oznajmiłam
tonem nie znoszącym sprzeciwu- Jadę do domu, powiem ci co i jak
jeszcze dziś wieczorem, albo jutro rano.
- W porządku –skinął głową.
Wstałam i wyszłam z sali, kierując
się ku windzie. Bez słowa wsiadłam do niej, German tuż za mną, i
wcisnęłam przycisk „-1”.
- Nie wracamy na górę? –zdziwił
się,
- Nie –mruknęłam
Nie odzywałam się dłuższą chwilę,
pogrążając się w natłoku myśli. Co ja miałam zrobić? Pozwolić
mu tak po prostu wyjechać? Czy zniosłabym tę rozłąkę?...
Przyzwyczaiłam się do tego, że nie odstępuje mnie na krok i
czułabym pustkę, gdyby przestał. Z drugiej strony, jeśli będę
się upierać przy tym, żeby został, narażę się na podejrzenia i
być może media się mną zainteresują. Ostatnie czego mi trzeba w
tej chwili to skandalu.
- Wszystko w porządku? –zapytał,
ujmując czule moją dłoń
- Możemy porozmawiać później?
–warknęłam, wyrywając się z jego uścisku.
- Jak chcesz –burknął.
Kiedyś nie zwróciłabym na to uwagi
ale wtedy wiedziałam dobrze, że zraniłam jego uczucia. German
starał się tylko poprawić mi nastrój. Był czuły i nawet słodki,
a ja nie potrafiłam tego docenić.
Spojrzałam na niego. Stał u mojego
boku wbijając wściekłe spojrzenie w drzwi.
- Przepraszam –powiedziałam, gładząc
delikatnie jego ramię- To dla mnie trudna sytuacja i muszą ją z
tobą omówić ale nie tutaj, nie teraz, okej?
- W porządku –westchnął,
spoglądając mi w oczy.
Wbrew sobie uśmiechnęłam się lekko,
a on zrobił to samo.
Gdy tylko wróciliśmy do domu, German
poszedł do swojego pokoju się przebrać. Wiedziałam dobrze, że
poza pracą nie znosi garniturów, więc zamienia je na coś innego,
gdy tylko nadarzy się okazja.
Ja natomiast postanowiłam dać sobie
jeszcze trochę czasu na przemyślenia, nim zdobędę się na poważną
rozmowę. Wyszłam do ogrodu i ruszyłam z wolna w kierunku stadniny.
W mojej głowie była tylko jedna
osoba- German. Można powiedzieć, że to normalne, w końcu miałam
myśleć na temat jego przeniesienia. Uświadomiłam sobie, że od
dłuższego czasu nie myślałam o nikim innym. Gdy siedzieliśmy
razem przez pół dnia w moim gabinecie, niby pochłonięta pracą,
zastanawiałam się, czy na mnie patrzy. Często to ja spoglądałam
na niego i nawet parę razy nasze spojrzenia się spotkały. Zawsze
wtedy przewracałam oczami i wracałam do swoich zajęć. Może
bywałam wobec niego oschła, ale nigdy nie byłam tak do końca
obojętna na jego obecność. Ilekroć patrzyłam w te jego cudowne
oczy, dostrzegałam coś więcej niż zwyczajne pożądanie. Mogłam
przysiąc, że w moich też można było to dostrzec. Uczucie, którym
nigdy nie obdarzyłam żadnego mężczyzny. Czy to była... miłość?
Czy moje lodowate serce potrafiło kochać? Dlaczego właśnie ten
człowiek? Czy on czuł to samo, wobec mnie? Tak wiele pytań, a
odpowiedzi na nie rozweselały mnie i smuciły. Może naprawdę go
pokochałam, lecz dla niego to tylko seks i uwolni się ode mnie, by
znaleźć inną kochankę? A może żadne z nas nic nie czuje wobec
drugiego i tylko wmawiam sobie, że się w nim zakochałam, a tak
naprawdę zapomnę o nim równie szybko jak on o mnie?
- Angie! –usłyszałam nawoływanie
Odwróciłam się i dostrzegłam
Germana. Zmierzał w moim kierunku, przez zarośniętą łąkę.
Wyszłam mu naprzeciw, a gdy się spotkaliśmy, pocałowałam go
czule. Było to coś nowego. Dotychczas nasze pocałunki były
namiętne, bądź mocne i brutalne, zapowiadające intymne doznania.
Wtedy był to wyraz sympatii wobec tego
mężczyzny. Pokazałam mu w ten sposób, jak cieszę się z jego
obecności w moim życiu.
- Pogadamy? –zapytał, na co
przytaknęłam z głośnym westchnieniem.
Opowiedziałam mu dokładnie to, co
powiedział mi Ramallo, wyłączając moją reakcję. Mężczyzna
również był zagubiony w tej sytuacji i nie wiedział jaką podjąć
decyzję. Wiedział, równie dobrze jak ja, że jeśli zatrzymam go
na siłę, zaczną krążyć plotki na nasz temat. Nie chciał też
wyjeżdżać, więc żywiłam cichą nadzieję, że również nie
chciał się ze mną rozstawać.
Ja jednak przemyślałam tę sprawę
dokładnie parę razy i dostrzegłam światełko w tunelu.
- German myślę, że w tej sytuacji
dobrze będzie, jeśli przestaniesz dla mnie pracować.
- Co? Nie, Angie...
- Pozwól, że dokończę –przerwałam
mu- Ostatni czas zmienił diametralnie mój światopogląd. Doszłam
do pewnych wniosków, które nakazują mi zakończyć ten cichy
romans. Nie chcę być jednocześnie twoją szefową i kochanką.
Dopóki jestem nimi dwoma, nie mogę ujawnić tego co jest między
nami. Mam dosyć publicznego udawania obojętności. Jeśli
przestaniesz dla mnie pracować, nie będziemy musieli się dłużej
ukrywać.
- Tak, ja...
- Czekaj. Jest jeszcze coś –przerwałam
mu ponownie i spojrzałam prosto w oczy- Jeśli już mamy się
ujawniać to nie jako kochankowie. Nie chcę już być kobietą, od
perwersyjnego bzykanka. Chciałabym być kimś więcej. Bo widzisz...
zdałam sobie sprawę z tego, że ty przestałeś być dla mnie
wyłącznie obiektem pożądania. Myślę o tobie cały czas. Gdy
jesteś blisko- tuż za moimi plecami, czy też stoisz za drzwiami i
czekasz, aż skończę kolejne super nudne spotkanie. Żywię wobec
ciebie silne uczucia. Chcę, żebyś był blisko, cały czas. Chcę,
żebyś mnie przytulał, całował. Chcę, żebyśmy spędzali razem
czas jak para... Bo... ja... zakochałam się w tobie, German. Na
zabój. Jak nigdy dotąd. I nic na to nie poradzę.
Uśmiechnęłam się nieśmiało, po
czym spuściłam wzrok. On objął mnie jedną ręką i przysunął
lekko do siebie, a drugą ujął mnie pod brodę, bym ponownie na
niego spojrzała.
- A teraz ty mnie wysłuchaj –szepnął-
Jesteś najbardziej zmienną, humorzastą i porywczą kobietę, jaką
kiedykolwiek poznałem, i pewnie już nie poznam. Może jestem głupcem, ale uwielbiam gdy traktujesz mnie... jak zabawkę. To może zabrzmi dziwnie, ale uzależniłem się od ciebie. Nie potrafię zasnąć, jeśli nie jestem pewien, że jesteś bezpieczna. Nie zdawałem sobie sprawy z tego... dopóki sama tego nie przyznałaś... ja też się zakochałem. W tej sytuacji nie widzę możliwości, bym wyjechał. Ale czy na pewno chcesz, żebym przestał dla ciebie pracować?
- Tak, German -powiedziałam cicho- Jeśli zostaniesz, ludzie będą gadać...
- Jakie znaczenie ma opinia innych, jeśli możesz być z tą jedyną osobą? -szepnął, zakładając mi włosy za ucho.
- Ale... -westchnęłam- Nie. Masz rację. Nie lubię, kiedy masz rację, ale ją masz i nic na to nie poradzę.
- Oczywiście, że ją mam -uśmiechnął się
- Przestań gadać, psujesz nastrój -zganiłam go, a następnie zanurzyłam palce w jego włosach.
Przysunął się jeszcze bliżej i mnie pocałował.
- O to ci chodziło? -mruknął mi do ust
- Wciąż gadasz...
Zaśmiał się i pogłębił pocałunek.
Może wcześniej wystarczała nam cielesna bliskość i było nam razem cudownie. Teraz jednak, gdy wiedzieliśmy o uczuciach, którymi się wzajemnie darzymy, było wręcz magicznie...
~Ina
Super jednorazówka, jedna z najlepszych jaką czytałam :* <3
OdpowiedzUsuńGorąco pozdrawiam :*
Natalia :*
Dziękuję :*
UsuńTo bylo super
OdpowiedzUsuńmusialas sie niezle przy tym napracowac ale bylo warto bo wyszlo genialnie
Dziękuję :D
UsuńTak.. pisanie tego to była masakra :o
Cieszę się, że moja praca została doceniona :*
Pisiont twarzy Angie w akcji !. Ej a może ona wpadła specjalnie na tą budkę ratowniczą, jakiś przystojny ratownik ją opatrzy, tak dogłębnie. Wgl dlaczego większość słów mi się tu kojarzyło ? 0.0, czy ty specjalnie napisałaś ,, nabrzmiałych lekko ustach "... nabrzmiałe to równie dobrze mogło być co innego xD. Wymieniłabym więcej, ale musiałabym dokładnie szukać tekstów, a jednorazówka taka długa. W sumie dobrze że długa < wiesz co jeszcze jest długie ?...... i nabrzmiałe xD ? > fajnie wyszło, tak wcieliłaś wszystko w Greya, taka inna wersja, ale tak perfekcyjnie zrobiona, tak szczegółowo *0*. aż w sumie nie wiem jak ci pogratulować,...... a więc daje ci wiadro internetuf z różową wstęgą. Wracając, ta to dopiero dobrze myśli, wie jak rozsławić swoją firmę, wie co pociąga facetów < w takim razie ciekawe co przyciągało kobiety >, seksowny architekt, dobre. Właściwie to śmiechłam czytając o seksie w garderobie, bo zaciekawiło mnie ile ona miała czasu na ,, przebieranie się ", taki szybki numerek ?, eeeeeej, a jaka był grubość < Grubość xD > ścian w garderobie ?..... bo wiesz.... ściany majo uszy, nie żeby coś ;D. Angie ma białe BMW ?, właściwie to lepiej by to brzmiało u Germana bo BMW= będę miał wzwód....i na dodatek biały... więc wiesz, Angie by to nie leżało jak Germanowi, chociaż Germanowi przez 3 miesiące pewnie rzadko leżał. Widzę większość postaci z Violetty. Z Olgą i Ramallo to mnie zaskoczyłaś, tak inaczej wyglądają. Nadal nie potrafię sb wyobrazić Ramallo z mięśniami. I koniec, on był taki uroczy, już nie łączyło ich tylko chędożenie, to miłość < +10 do chędożenia > to było takie słodkie nooo .... dlaczego w tym momencie pomyślałam jakich pozycji mogli próbować 0.0, ale , jak, spaczyłam się ;-;. Nie no takie to urocze noo, nie potrafię tego opisać .-.. A więc cudnie ci to wyszło, a ja się trochę rozpisałam więc.... prawdziwe pisiont twarzy Angie ni żodyn podrabianiec. Boska ;D
OdpowiedzUsuńJeej! Ale ona tak na prawdę wpadła na Germana, nie na budkę... No wiesz... bo jego tors jest twardy (xD) jak budka ratownicza xD hahahha
UsuńTe twoje skojarzenia... xD
Dziękuję za koma i docenienie mnie ;*
To jest wspaniałe :-D. Poprostu cudo *.*
OdpowiedzUsuńDziękuję :)
UsuńKiedy wstawisz następny rozdział ?
OdpowiedzUsuńO rozdziały pytaj na New Story of Angeles bo tu są tylko one-shoty ;) Jak napiszę to wstawię :*
UsuńJej. Teraz to już mam psychikę zrytą do końca.
OdpowiedzUsuńNigdy nie czytałam tak dobrej, długiej i...dzikiej? jednorazówki! Jeju, jeszcze to przeżywam... Nakręć film na podstawie opowiadania! MMM.... Ruda Olga. Me gusta. Angie z młotkiem. German w stroju ochroniarza...
Dziękuję. Dziękuję za Germana.
Chocolatelove
Heheh ;D Rycia bani to moja specjalność :**
UsuńJa Tobie również dziękuję... za koma ♥♥