Translate

środa, 5 sierpnia 2015

#5 50 twarzy Angie

Illinos, Chicago
Początek Maja

Ubrana w wygodny sportowy stanik i legginsy, wyruszyłam ze swojej posiadłości w Hyde Parku. Jedni uprawiają sporty, aby schudnąć, inni dla samoobrony, jeszcze inni dla pieniędzy i sławy. Mnie natomiast przyświecał inny cel. Chciałam być sprawna, silna i gibka bo te umiejętności są wręcz niezbędne przy moim... stylu życia.
Biegłam spokojnie uliczkami, pogrążonymi w szarości mglistego poranka. Minęłam dwie przecznice i skręciłam na piaszczyste wybrzeże jeziora Michigan. Zwolniłam, truchtając teraz wzdłuż plaży. Podnoszące się z wolna słońce zaczęło mnie ślepić, więc zatrzymałam się i wyjęłam z torebki, przytwierdzonej do paska, okulary przeciwsłoneczne, które wsunęłam na nos. Zapatrzona teraz w taflę jeziora, ruszyłam dalej.
Zastanawiałam się właśnie nad tym jak przyjemnie byłoby zanurzyć się w tej wodnej toni i ukoić ból wyczerpanych joggingiem mięśni, kiedy wpadłam na ścianę i upadłam. Zażenowana tym, że bujając w obłokach wpadłam na budkę ratowniczą, usiadłam a piasku i poprawiłam okulary, a w zasięgu mojego wzroku pojawiła się jakaś dłoń.
- Bardzo panią przepraszam –usłyszałam głęboki męski głos okazujący autentyczną skruchę.
Skorzystałam z jego pomocy, aby się podnieść. Gdy stanęłam z nim twarzą w twarz zmierzyłam go uważnym spojrzeniem. Był wyższy ode mnie o głowę, miał czarne włosy i tak brązowe oczy, że ich kolor przywodził na myśl mleczną czekoladę. Miał na sobie hawajskie szorty do połowy uda i przylegający szary podkoszulek, co pozwalało mi na podziwianie jego umięśnionego torsu.
Szybko otrząsnęłam się i przybrałam lodowatą maskę obojętności.
- Lepiej uważaj gdzie chodzisz –warknęłam, a potem uśmiechnęłam się z wyższością- Jestem Angie
Mężczyzna zmieszał się nieco, ale przybrał uprzejmy wyraz twarzy.
- German –wyciągnął do mnie dłoń- Miło cię poznać
- Powiedziałabym to samo, gdybyś na mnie nie wpadł –przerzuciłam sobie włosy przez ramię- Myślę, że powinieneś się za to zrewanżować
Spojrzał na mnie z podziwem. Czyżby nie spodziewał się, że mogę mieć w sobie nadmiar charyzmy? A może chodziło o to, że nie owijając w bawełnę zmusiłam go do działania. No cóż... jeśli chodzi o manipulację ludźmi szło mi to całkiem nieźle.
- Masz rację –kiwnął głową, a na jego ustach czaił się cień uśmiechu- Co powiesz na kawę?
- Nie pijam kawy –rzuciłam natychmiast, spodziewając się tego pytania- Strzelaj dalej
- Lunch?
- Tym razem ci się udało –uniosłam kącik ust.
- Dziś? O jedenastej? –zapytał niepewnie- W Temple?
- Idealnie –pokazałam mu moje śnieżnobiałe zęby.
- Dasz mi swój numer? –znów ta niepewność w jego głosie.
Westchnęłam smutno. Na pierwszy rzut oka wydawał się być twardym facetem, który nawet nie zasyczałby z bólu po bliskim kontakcie z drewnianą laską. Minuta rozmowy z nim pokazała mi, jaki z jest nieporadny.
Pokręciłam głową, zaciskając usta w wąską linię.
- Przyjdę, masz moje słowo –rzuciłam- Ale nie licz na nic więcej, nie sądzę, abyś był w moim typie
Nie dając mu szansy na odpowiedź, ruszyłam w dalszą drogę. Biegałam jeszcze przez 3 godziny, nim wróciłam do domu.
Była to przestronna dwupiętrowa willa z podziemnym garażem dla moich samochodów- kanarkowo żółtego Astona Martina, czarnego Audi oraz białego BMW. Na parterze znajdował się duży salon, przestronna kuchnia z jadalnią, oraz biblioteczka, w której urządziłam sobie gabinet. Na piętrze natomiast mieściły się moja sypialnia, dwie gościnne i dwie dla personelu, każda z osobną łazienką, i mój mały pokój zabaw. Większość pomieszczeń, urządzona była w podobnym stylu. Dominowały biel, beż i brąz, a podłogi pokryte są jasnymi panelami.
To nie były jednak wszystkie atrakcje mojej posiadłości. Na dworze, od frontu znajdował się nieduży ogród obsadzony kwiatami. Z tyłu natomiast rozpościerało się dziesięć hektarów ziemi. Jej część, tuż za domem również była przeznaczona na ogród. Znajdował się w nim basen, altana oraz sporo wolnej przestrzeni na przyjęcia, które często urządzam. W tym ogrodzie kończyło się również ogrodzenie mojej posiadłości- rząd trzymetrowych tui. Dalej rozciągała się łąka i las na skraju którego mieściła się stadnina, gdzie zaglądam ilekroć mam ochotę na jazdę konną na jednym z moich fryzów.
Jak mnie na to wszystko stać? No cóż... pierwsze 500 tysięcy dziadek dał mi w testamencie. Za te pieniądze założyłam firmę budowlaną o bogatym zakresie usług. Udało mi się rozwinąć ją w dość krótkim czasie i posiadałam już mnóstwo filii na całym świecie. Gdzie w tym wszystkim miejsce dla 25-letniej dziewczyny tuż po studiach? Zarządzanie podwładnymi to coś czym się zajmuję. Jestem prezesem Carrara Corporation® ale również jej twarzą. Ciągłe siedzenie za biurkiem nie jest dla mnie, a pozowanie do zdjęć w skąpym stroju z młotkiem w ręku jest całkiem fajne. Miley może się schować z tym swoim buldożerem
Wkroczyłam do domu i skierowałam się prosto do kuchni, skąd wzięłam butelkę wody i opróżniłam na jednym zamachem. Następnie poszłam wziąć prysznic i ubrać się. Włożyłam na siebie kusą śliwkową sukienkę, oraz czarną marynarkę, której rękawy podciągnęłam do połowy przedramienia. Włosy pozostawiłam rozpuszczone, więc opadały długimi falami na moje plecy. Nałożyłam na rzęsy nieco tuszu, a na usta czerwoną szminkę. Dopełniłam swój strój czarnymi szpilkami i byłam gotowa do wyjścia.
Zeszłam na parter i skierowałam się na schody do piwnicy, lecz zaczepiła mnie gosposia. Była to kobieta przed czterdziestką, szczupła, rudowłosa i równie pracowita, co gadatliwa, a muszę przyznać, że plotkara również niej niesamowita.
- Czy przygotować pani lunch do pracy? –zapytała.
- Nie, dziękuję Olgo –uśmiechnęłam się do niej przyjaźnie- Zjem dziś na mieście
- Oczywiście –uraczyła mnie takim samym uśmiechem i poszła do kuchni.
Zeszłam do garażu i z zamykanej na szyfr gablotki wyciągnęłam kluczyki do Astona Martina. Gdy usadowiłam się w samochodzie, włączyłam radio i otworzyłam drzwi garażowe pilotem, podobnie jak później bramę wyjazdową. Gdy znalazłam się w końcu na ulicy, ruszyłam przed siebie z piskiem opon.
Po dziesięciu minutach parkowałam już przed knajpą Temple. Było to nieduże bistro niedaleko siedziby mojej firmy. Na deptaku przed wejściem, w cieniu parasoli, ustawione było parę stolików otoczonych wiklinowymi fotelami. Przy jednym z nich czekał już na mnie German. Miał teraz na sobie czarne spodnie, białą koszulę i luźno zawiązany krawat, a na jego krześle wisiała marynarka. Facet w garniaku? Czyżby to też był jakiś prezes?
Gdy podeszłam, uśmiechnął się, wstał i odsunął dla mnie krzesło.
- Witam –siadając, przyglądałam się napięciu na jego twarzy
- Cześć –usiadł z powrotem- Na co masz ochotę?
Na ciebie w moim łóżku- odpowiedziała moja podświadomość, lecz usta wypowiedziały inne słowa:
- Chopper cheseburger salad i mrożona herbata –oznajmiłam bez większego zastanowienia.
Mężczyzna przywołał kelnera i złożył zamówienie, biorąc dla siebie to samo. Rzuciłam mu zdziwione spojrzenie.
- Zgaduję, że nie jesteś obeznany w tutejszym menu. Nie jesteś stąd, prawda? –zapytałam
- Nie, rozgryzłaś mnie –rzucił.
- Ile masz lat? –wypaliłam
- Dwadzieścia siedem –rzekł niepewnie.
Był niepewny swojego wieku? A może zadziwiłam go wypytując go o wiek nie owijając w bawełnę? Wiem jedno, jego niepewność obniża moją ocenę jego osoby. Pewny siebie facet to coś czego mi trzeba, ale on mimo wszystko mnie kręcił.
- Smacznego –kelner właśnie przyniósł nasze zamówienia, po czym szybko się ulotnił.
- A ty? –zapytał German- Ile masz lat?
- To niegrzeczne, pytać kobietę o wiek –rzuciłam chłodno, lecz z delikatnym uśmiechem na ustach- Ale pozwolę ci strzelać. No dalej, ile byś mi dał?
- Hm... –zmierzył mnie wzrokiem, zatrzymując się w niektórych miejscach. Nie, żeby mi to przeszkadzało.- Dwadzieścia pięć?
- Wow –byłam pod wrażeniem- Za pierwszym podejściem. Masz rentgen w oczach? Myślę, że należy ci się za to nagroda
Nim zdążył jakkolwiek zareagować, nachyliłam się nad stolikiem i pociągnęłam za krawat ku sobie. Gdy był wystarczająco blisko, nie mogąc się powstrzymać, szybko go pocałowałam, a potem opadłam na swoje krzesło i jak gdyby nigdy nic zabrałam się za swój lunch. Przybrałam obojętny wyraz twarzy, lecz w mojej głowie panowała teraz burza myśli. Słodki Jezu, jak on smakował! Całowanie tego mężczyzny było jak delektowanie się kawałkiem ulubionego ciasta.
- Czym się zajmujesz? –zapytałam beztrosko, podnosząc na niego wzrok
W dalszym ciągu był zmieszany, po tym „ataku” na niego. Zamrugał parę razy, po czym wydukał:
- Na chwilę obecną jestem bezrobotny. Raptem wczoraj przyjechałem tutaj z Arizony. Mam dziś rozmowę w sprawie pracy.
- Mam nadzieję, że dobrze ci pójdzie –uśmiechnęłam się przyjaźnie.
- Ja również. A ty? Pracujesz gdzieś?
- Zakres wykonywanych przeze mnie prac jest bardzo rozbieżny –rzuciłam wymijająco.
Nigdy nie lubiłam zaczynać znajomości informacją, że mam własną firmę i zarabiam 80 tysięcy tygodniowo. Tego typu wiadomości wolałam pozostawić na później, kiedy już przekonałam się, że osoba jest godna zaufania.
Pogawędki o niczym były dla mnie bez sensu, więc czy prędzej dokończyłam swoją sałatkę i poprosiłam kelnera o rachunek.
- Daj spokój, ja zapłacę –powiedział
- Myślę, że rozsądniej będzie, jeśli każde z nas zapłaci za siebie. Oszczędźmy sobie niepotrzebnej kłótni, bo wiem że i tak ją wygram, i zróbmy po mojemu, zgoda?
- W porządku –rzucił
Potem odprowadził mnie do samochodu i pożegnał przyjacielskim uściskiem. Słabo, zważywszy na to, że ja go pocałowałam. Kolejny minus- jego cholerna nieśmiałość.
Tym razem nie zapytał mnie o numer telefonu. Najwidoczniej wziął sobie do serca to, że nie jest w moim typie. Ja byłam gotowa zmienić zdanie ale jemu widocznie zabrakło odwagi. Jego strata.
Wsiadłam do wozu i pojechałam do pracy. Chicagowska filia Carrara Corporation znajdowała się dosłownie dwie przecznice dalej. Był to spory wieżowiec ze szkła, posiadający w podziemiach, podobnie jak moja willa, parking. Zaparkowałam na wyznaczonym dla mnie miejscu i spojrzałam na swoje odbicie w lusterku wstecznym. Miałam zaróżowione policzki i rozmazaną szminkę na nabrzmiałych lekko ustach. Niezaprzeczalne dowody na całowanie się z facetem, który niesamowicie mnie kręci ale jednocześnie nie jest w moim typie. Nieźle, co?
Zmazałam pozostałości szminki i nałożyłam nową. Kiedy doprowadziłam się do porządku, wysiadłam z wozu, zamykając go i włączając jednocześnie alarm za pomocą pilota. Wsiadłam do windy znajdującej się tuż obok mojego miejsca parkingowego i wcisnęłam przycisk oznaczony liczbą 25- najwyższe piętro, siedziba szefa, biuro prezesa... moje biuro. Po drodze na górę, winda zatrzymała się parę razy, ale pracownicy byli zbyt onieśmieleni moją osobą, aby wsiąść. Zrobiła to tylko Samantha- moja asystentka, która wracała właśnie z pocztą do mojego biura.
- Dzień dobry, panno Carrara –powiedziała uprzejmie
- Dzień dobry, Sam –uśmiechnęłam się do niej
Każdy z moich pracowników miał obowiązek witać się ze mną per panno Carrara, najbliżsi z nich mieli jednak przywilej w luźnej rozmowie zwracać się do mnie po imieniu. Sam oczywiście do nich należała, ale powitanie obowiązywało wszystkich. W ten sposób chciałam podkreślić, że to ja stoję na najwyższym szczeblu tej firmy.
- Co nowego? –zapytałam
- Szef ochrony, pan Ramallo, jest zaniepokojony pani rosnącą popularnością –rzekła nerwowo- Obawia się, że ktoś może zechcieć ci zaszkodzić i domaga się zwiększenia liczby ochroniarzy w budynku.
- No cóż... –westchnęłam- Muszę z nim najpierw osobiście porozmawiać
- Czeka na górze... –rzuciła-... już pół godziny
- Och... więc porozmawiam z nim natychmiast. Coś dla mnie? –wskazałam na plik kopert w jej rękach.
-Tak, tak –pisnęła, i podała mi trzy z nich, a potem kolejne cztery- Te są od potencjalni inwestorów gotowych na utworzenie kolejnych filii w Budapeszcie, Sztokholmie i Amsterdamie.... A to rachunki zysków i strat z Japoni, Niemiec, Francji i Hiszpanii... Chcesz na nie rzucić okiem, czy oddać je prosto do księgowości?
- Chcę je zobaczyć –oznajmiłam.
W tym momencie winda zatrzymała się na dwudziestym piątym piętrze i wysiadłyśmy.
- Dzień dobry, panno Carrara –z krzesła w poczekalni podniósł się mężczyzna w czarnym garniturze.
- Dzień dobry, Ramallo –odpowiedziałam, kiwając mu głową i wskazując swój gabinet- Chciałeś porozmawiać
- Owszem –mężczyzna pchnął mlecznobiałe drzwi, przepuszczając mnie w nich i wszedł za mną do przestronnego wnętrza.
Był to pokój, którego całą jedną ścianę zajmowało okno, a pozostałe dwie zbudowane były z mlecznego szkła, podobnie jak drzwi. W centrum pomieszczenia stało białe biurko z czarnym skórzanym fotelem dla mnie, oraz dwoma krzesłami z białego tworzywa sztucznego dla moich gości. Pod ścianą po prawej stronie mieścił się rząd regałów wypełnionych teczkami i skoroszytami na dokumenty. Po lewej zaś znajdowała się duża czarna kanapa i dwa takie same fotele, oraz szklany stolik do kawy.
Lisandro Ramallo, szef mojej ochrony, był to trzydziestoletni, szatyn o zgrabnej sylwetce i dosyć niepozornym wyglądzie. Jako ochroniarz, obowiązkowo wyrzeźbił sobie na siłowni perfekcyjne mięśnie rąk, nóg i oczywiście brzucha. Niejednokrotnie przyłapał mnie na bezczelnym gapieniu się na jego muskulaturę. Mimo, iż dla mnie pracuje, jest ze mną w bliskich stosunkach. Nie, zboczuchy, nie takich stosunkach! Ramallo to mój przyjaciel i nic więcej. To, że czasem ślinię się na jego widok wcale o niczym nie świadczy.
Rozsiedliśmy się za biurkiem i mężczyzna natychmiast przeszedł do rzeczy.
- Samantha pewnie już ci przekazała, że nie podoba mi się twoja popularność, Angie. Masz wielbicieli, to świetnie ale nie możemy ryzykować, że zaczną tu przychodzić prześladowcy, bądź ludzie chcący ci zaszkodzić.
- Co proponujesz?
- Mam dwie możliwości –rzekł, wysuwając ku mnie dwa palce- Albo przestaniesz reklamować firmę swoją twarzą... i nie tylko...
- Nie ma mowy –wtrąciłam- Nie zamierzam gnić za biurkiem
- Więc trzeba zwiększyć ochronę. Proponowałbym też osobistego ochroniarza.
- Bez przesady, Ramallo –skarciłam go- Mogę się zgodzić na jednego, góra dwóch ochroniarzy więcej i to do pilnowania budynku, nie mnie. Jak szybko przeprowadzisz wstępną rekrutację?
- Już ją przeprowadziłem –uśmiechnął się przebiegle- Masz teraz czas? Przyjrzałem się już kandydatom i z dwudziestu chętnych pozostało sześciu. Nie zajmie ci to dużo czasu, hmm?
Zmrużyłam powieki, patrząc na niego z nieukrywaną złością. Jakim prawem on przeprowadzał rekrutację, nim wyraziłam zgodę na przyjęcie kogoś nowego? Mężczyzna dobrze znał ten wzrok, i miał tyle przyzwoitości, by skurczyć się w fotelu pod jego siłą.
- Wybacz mi, Angie –jęknął- Uznałem to za słuszne działanie i źle zrobiłem nie czekając na konsultacje z tobą.
- W porządku –posłałam mu sceptyczne spojrzenie- Tym razem ci to odpuszczę, bo wyjątkowo masz rację.
- Dziękuję –odetchnął z ulgą- Więc... masz teraz czas? Kandydaci czekają przed salą konferencyjną.
- Sam! –zawołałam, a kobieta natychmiast pojawiła się w drzwiach z notesem w ręku.
- Słucham?
- Mam teraz jakieś spotkanie? –ta zaczęła przerzucać kartki notesu
- Nie –rzuciła
- Dziękuję –kiwnęłam do niej głową i wyszła, po czym zwróciłam się do Ramallo- Dobrze, zobaczmy tych ochroniarzy.

Piętro niżej w korytarzu stało sześciu facetów pozornie do siebie podobnych- umięśnieni, barczyści, w czarnych garniturach i pod krawatem. Nie skupiałam jednak na nich większej uwagi, idąc. 
Wkroczyłam do sali konferencyjnej, a tuż za mną Ramallo. Pomieszczenie to, jak znaczna większość w tym budynku, było zbudowane jak mój gabinet- trzy mleczne ściany, a czwarta to okno z widokiem na Chicago. Na jednej ze ścian umocowany był ekran, a na suficie rzutnik. Całe pomieszczenie zapełniał szklany stół konferencyjny potrafiący pomieścić dwudziestu ludzi, na którego końcu spoczywał laptop. Zajęłam miejsce u szczytu stołu, przewiesiłam torebkę przez oparcie krzesła i założyłam nogę na nogę. Mężczyzna przekazał mi podkładkę z podaniami kandydatów i rzekł:
- Ostateczny wybór należy do ciebie –ruszył ku wyjściu- Kto pierwszy?
- Smith –oznajmiłam, rzucając okiem na pierwszą kartkę.
Ramallo wyszedł i przywołał do środka pierwszego faceta. Wyciągnęłam z zatrzasku na podkładce długopis i stukając nim w policzek zmierzyłam wzrokiem kandydata #1. Przeprowadziłam z nim krótką rozmowę na temat jego doświadczenia w pracy, oraz poświęcenia na jakie jest gotów w celu ochrony ludzi. Podobnie zrobiłam z kolejnymi dwoma. Odprawiając niejakiego pana Breck’a zaczęłam tracić nadzieję, czy zdecyduję się na któregokolwiek. Byli tak samo nudnymi facetami, o takich samych wyuczonych manierach i sztywnym podejściu do pracy. Trzeba przyznać, że ich kwalifikacje były idealne ale gdyby Ramallo uparł się na osobistego ochroniarza dla mnie, nie miałabym ochoty spędzać z żadnym z nich całych dni.
- Wychodząc, zawołaj kolejnego –rzuciłam, spoglądając na kolejne podanie- Castillo
Mężczyzna wykonał polecenie, a ja wstałam by chodź trochę się rozruszać. Siedziałam tam już przecież od godziny. Podeszłam do okna i mój wzrok powędrował po rozciągającej się u moich stóp panoramie miasta.
Za moimi plecami zatrzasnęły się delikatnie drzwi, a kolejny kandydat przywitał się
- Dzień dobry... –uciął, po czym rzucił zdziwiony- Angie?
Natychmiast się do niego odwróciłam, a moje serce gwałtownie przyspieszyło. To był on! German, facet którego niedawno całowałam, stara się o pracę. U mnie!
- Dzień dobry –uśmiechnęłam się wbrew sobie, ale natychmiast przybrałam profesjonalny wyraz twarzy, nie okazujący żadnych uczuć- Twoje referencje?
Nie, żebym miała zamiar słuchać tego co ma mi do powiedzenia. Usiadłam z powrotem za stołem i spojrzałam do jego podania. Nie ważne jakie ma doświadczenie, czy też w ogóle go nie ma. Podjęłam już decyzję o przyjęciu go. Przecież nie mogę stracić takiej okazji na... no cóż, mniejsza z tym.
- ... szkołę mundurową, pracowałem przez jakiś czas jako strażnik nocny w galerii handlowej...
„Hm... gdyby tak wcisnąć go w skórzane stringi z ćwiekami, czapkę policjanta i niech dla mnie tańczy...” –nie spodobało mi się to, gdzie biegną moje myli, więc skupiłam się z powrotem na tym, co do mnie mówi.
- Dobra, German –przerwałam mu, unosząc dłoń i podnosząc się z krzesła- Nie musisz się już produkować. Mam wszystkie niezbędne informacje. Poinformuję cię, jeśli rekrutacja przeszła pomyślnie w twoim przypadku.
Podeszłam do niego i podałam mu dłoń, którą natychmiast uścisnął, patrząc mi w oczy. Musiałam walczyć ze sobą, żeby nie dać się onieśmielić i spłonąć rumieńcem... lub nie rzucić się na niego w przypływie pożądania.
- Dziękuję –rzekł cicho, po czym dodał- Myślałem o tobie od momentu, kiedy rozstaliśmy się w Tempe. Jesteś bardzo... zaskakującą kobietą.
- Wolę działać spontanicznie –oznajmiłam z wyższością.
- Zauważyłem –rzucił i nim się spostrzegłam, objął mnie w talii i przycisnął wargi do moich ust.
Natychmiast go odepchnęłam i spoliczkowałam.
- Ustalmy zasady, panie Castillo –warknęłam, zaciskając pięści na klapach jego marynarki- Nie wolno ci całować znienacka swojej szefowej.
- A-a tobie wolno całować bez ostrzeżenia dopiero co poznanego faceta? –zbulwersował się
- Po pierwsze, pracujesz teraz dla mnie, więc domagam się szacunku. Po drugie, jako szefowi wolno mi o wiele więcej –szarpnęłam go ku sobie łącząc ponownie nasze usta w namiętnym pocałunku działającym pobudzająco na wszystkie zmysły.
- Pracuję? Dla ciebie? –zdziwił się, przerywając pocałunek- Czyli mnie przyjmujesz?
- Na to wygląda –szepnęłam, po czym kłapnęłam na niego zębami i odsunęłam się od niego, zajmując z powrotem swoje miejsce za stołem- Wychodząc, proszę zawołać –spojrzałam na podanie- pana Johnsona. A sam zgłoś się jutro w moim biurze. Najwyższe piętro, na pewno trafisz –posłałam mu oczko.
Mężczyzna stał przez chwilę pośrodku pokoju, totalnie zmieszany ale w końcu doszedł do siebie i ruszył ku drzwiom.
Nim przede mną stanął kolejny kandydat, wyjęłam z torebki chusteczkę, maleńkie lusterko i szminkę przy pomocy których doprowadziłam się do porządku. Znowu! Czy ten facet zawsze musi mi rozmazywać makijaż?
- Dzień dobry –przywitał się kolejny nudziarz, który wszedł do sali.
- Witam... –mruknęłam- Doświadczenie?
Z takim właśnie nastawieniem przesłuchałam ostatnią dwójkę. Potem wybrałam jednego faceta do przyjęcia. Skoro German będzie moim osobistym ochroniarzem, Ramallo potrzebuje jeszcze kogoś do ochrony tutaj, prawda?
Zgarnęłam ze stołu swoje rzeczy i ruszyłam w drogę powrotną do swojego gabinetu. Kiedy już się w nim znalazłam, ledwo rozsiadłam się za biurkiem, a do środka weszła Sam, wcześniej grzecznie pukając. Przyniosła mi kawę i wyczytała z notesu listę moich dzisiejszych spotkań. Następnie postawiła przede mną stertę papierów do podpisania. Miałam godzinę, żeby się z nimi mniej-więcej zapoznać i złożyć podpis bo później czekała mnie seria rozmów z klientami.

Wróciłam do domu po ósmej, ledwo trzymając się na nogach. Można by twierdzić „co to takiego, trochę papierkowej roboty?” ale nawet ta praca daje w kość... szczególnie jak ma się na nogach dwudziestocentymetrowe szpilki.
Zrzuciłam je, gdy tylko wyszłam z garażu na parter mojego domostwa. Jakaż to była ulga! Przysiadając na podłokietniku kanapy, rozmasowałam kolejno obie stopy. Niestety chwila relaksu okazała się być zbyt krótka. Do salonu weszła Olga, oznajmując mi, że mam gościa, który czeka w gabinecie. Westchnęłam i podziękowałam jej, wsuwając z powrotem niewygodne buty.
W moim domowym biurze czekał Ramallo. Zdziwił mnie jego widok ale byłam ciekawa po co się tutaj zjawił.
- Dobry wieczór, panno Carrara –uśmiechnął się delikatnie- Przepraszam, że niepokoję cię o tej porze ale chciałem jeszcze obgadać twoich nowych ochroniarzy.
- Skoro nie mogło to zaczekać do rana... –burknęłam, siadając za biurkiem i nie kryjąc swojego niezadowolenia z niezapowiedzianej wizyty.
- Wybacz ale chciałbym, żeby już jutro zaczęli służbę –rzekł, posyłając mi przepraszający uśmiech- Z dokumentów, które mi podesłano wynika, że wybrałaś Nicka Brecka i Germana Castillo
Cholera! Dlaczego na sam dźwięk jego imienia moje serce przyspieszyło?
- Tak –powiedziałam profesjonalnym tonem- Przemyślałam też twój pomysł z osobistym ochroniarzem i myślę, że pan Castillo będzie idealny do tej roli
Tej... i może jeszcze innej...
- Świetnie! –klasnął w dłonie- To pierwszy raz od dwóch miesięcy, kiedy zgodziłaś się na coś co wyszło z moich ust.
- Nie pochlebiaj sobie –zbeształam go żartobliwie- Coś jeszcze?
- Właściwie, nie
- Doskonale –wstałam, on również- Jutro z rana niech stawią się u mnie obydwaj. Chcę nakreślić im zasady. Potem zajmiesz się grafikiem pana Brecka
- A Castillo nie? –zdziwił się
- Przecież to mój osobisty ochroniarz, Ramallo –rzuciłam, jakby to było najoczywistszą rzeczą na świecie, bo przecież było- Wiadomo, że do jego obowiązków będzie należało chodzenie za mną od świtu do nocy
Albo jeszcze dłużej...
- No tak, masz rację –pokiwał głową- W takim razie ja się zmywam. Dobrej nocy, Angie
- Dobranoc –cmoknęłam go w policzek i wyszłam z gabinetu, a on za mną. Potem on ruszył ku frontowym drzwiom, a ja do jadalni, gdzie Olga podała mi po chwili kolację.
Kolejnego dnia, gdy pojawiłam się w swoim biurze, Sam przeczytała mi listę dzisiejszych zajęć. Spotkanie z nowymi ochroniarzami- super, papierkowa robota- no... jakoś ujdzie, sesja zdjęciowa do nowej reklamy- świetnie, lunch i do domu.
Jako, iż to była moja firma, miałam elastyczne godziny pracy, więc przychodziłam na zmianę- na rano lub na południe, a jeśli nie mam ochoty się ruszać z willi, siedzę w moim domowym gabinecie i całą pracę odwalam przez internet.
Punktualnie o dziewiątej, w moim biurze zjawili się Nick i German. Oboje wyglądali smakowicie w zatwierdzonych przeze mnie uniformach, obowiązujących ochroniarzy. Jak zwykle jednak to na widok pana Castillo oblewałam się potem.
- Dzień dobry, panno Carrara –przywitali się jednocześnie.
- Witam, panowie –posłałam im profesjonalny uśmiech i wskazałam krzesła po drugiej stronie biurka- Siadajcie, mamy sporo do omówienia.
Spełnili moje polecenie i słuchali z, zapewne udawanym, zainteresowaniem tego jak produkuję się na temat ważności poświęcenia siebie dla ochrony innych. Potem odprawiłam Breck’a, nakazując mu udać się do biura Ramallo po grafik. German był zdziwiony, że i jemu tego nie poleciłam. Wyjaśniłam, że przypadł mu zaszczyt bycia moim osobistym ochroniarzem, na co zareagował uśmiechając się z wdzięcznością.
Gdy zostaliśmy we dwoje, uśmiechnęłam się do niego kusząco, po czym udając, że nic się nie wydarzyło, zabrałam się za przebieranie dokumentów.
- Rozgość się, posiedzimy tu jeszcze co najmniej półtora godziny –rzuciłam, machając ręką w kierunku sofy lecz nie podnosząc na niego wzroku.
- Muszę przyznać, że mnie zaskoczyłaś –rzekł, przemieszczając się w tamtym kierunku.
- Zechcesz zdradzić, czym? –z ciekawości aż na niego spojrzałam
- Tym –rozłożył ramiona, i okręcił się wskazując wszystko- Tym, że jesteś właścicielką tego wszystkiego. Prawdę mówiąc, gdy wspomniałaś o rozbieżności wykonywanej pracy na myśl mi przyszło...
Urwał, a we mnie zagotował się gniew. Co takiego przyszło mu do głowy? Miał mnie za pieprzoną dziwkę?!
- Dokończ. To. Zdanie –wysyczałam przez zęby, podnosząc się z krzesła i idąc powoli w jego kierunku- No dalej!
- Wolałbym nie –rzucił stanowczo, co sprawiło, że stanęłam jak wryta.
Czyżby ten nieśmiały chłoptaś miał jednak jaja? Albo jednak nie? Może i powiedział to z mocą ale nadal w obronie własnej. W dalszym ciągu napawam go strachem. No cóż... nie uwierzę, że ma coś w spodniach, dopóki tego nie zobaczę.
- Mądrze z twojej strony –zamruczałam, stawiając zmysłowe kroki w jego kierunku.
- Gdybym cię znał, uznałbym, że próbujesz mnie uwieść –zauważył, nie odwracając wzroku, od moich krągłości.
- To doskonale, że mnie nie znasz –szepnęłam- jeszcze byś się przestraszył
- Ciebie? –prychnął, spoglądając mi w oczy- Tak delikatnej i kruchej kobiety?
Teraz to ja parsknęłam, i zbliżając się dostatecznie blisko, wczepiłam palce w jego włosy i szarpnęłam mocno, odchylając mu głowę do tyłu.
- Jak to ładnie ująłeś –rzuciłam z wyższością- nie znasz mnie. Więc też nie oceniaj mnie po wyglądzie. To „kruche” pudełeczko skrywa bestię, czekającą na głupca, który ją uwolni.
- Mogę być tym głupcem, jeśli tylko zechcesz –wyszeptał, a w jego oczach tlił się żar pożądania.
- Taką mam właśnie nadzieję –zamruczałam, puszczając jego włosy i zjeżdżając dłonią na jego kark po czym przyciągnęłam go bliżej.
Jego ciepły oddech łaskotał moją skórę, kiedy patrzyliśmy sobie w oczy, pochłonięci bez reszty fascynacją sobą nawzajem. Miałam wielką ochotę aby wpić się w jego rozkoszne usta i zedrzeć z niego ten garnitur. Potem posiadłabym go. Tutaj, na kanapie w moim biurze. Rozsądna strona mojej osobowości stanowczo się temu sprzeciwiała twierdząc, że każdy może tu wejść i nakryć nas. Po chwili, podczas której mój mózg niemal eksplodował od natłoku myśli, odsunęłam się od niego, opuszczając dłonie wzdłuż boków.
- Nie teraz –mruknęłam, wracając do biurka.
Mężczyzna natomiast stał w osłupieniu nie zdolny do jakiegokolwiek ruchu. Czyżbym aż tak bardzo go szokowała? Przecież nie zrobiłam niczego niezwykłego, prawda?
- Jak ty to robisz? –zapytał, padając ciężko na kanapę.
- Co takiego? –obrzuciłam go szybkim spojrzeniem, po czym wróciłam do papierów.
- Podchodzisz do mnie i rozpalasz we mnie najgłębsze pragnienia, w twoich oczach widzę to samo pragnienie, a ty wbrew temu odsuwasz się jak dyby nigdy nic i przestajesz się mną interesować
- Gdybym przestała się tobą interesować, nie pracowałbyś tutaj –westchnęłam- A właśnie! Podobnie jak ja, powinieneś teraz pracować, więc rób to.
- A co dokładnie? Jestem twoim ochroniarzem, więc mam cię bronić. Nie widzę tu żadnego zagrożenia
- Więc uchroń mnie, proszę, przed popełnieniem morderstwa i nie przeszkadzaj mi w papierkowej robocie –warknęłam.
Nie odezwał się ani słowem, aż skończyłam. Gdy ostatnia z umów wylądowała na stercie „Podpisanych”, a moje pióro spoczęło na biurku, wstałam i przeciągnęłam się.
- Sam! –zawołałam
Kobieta niemal natychmiast weszła do środka, ściskając w dłoniach nieodłączny notatnik.
- Możesz je już zabrać –wskazałam na sporą stertę- Przypomnij mi, gdzie tym razem mam sesję?
Samantha zabrała naręcze dokumentów i wyrecytowała adres. Tym razem zdjęcia nie miały być robione w plenerze, lecz w studiu fotograficznym „Flash”. Moi marketingowcy dopasują mi później odpowiednie tła i hasła reklamowe.
Podziękowałam asystentce i skinąwszy na Germana, ruszyłam do windy. Mężczyzna posłusznie podążał za mną. Gdy zjechaliśmy na parking, rozejrzał się uważnie i zapytał:
- Który wóz jest twój?
- Ten –wskazałam na czarne Audi, którym postanowiłam dziś przyjechać do biura, po czym rzuciłam mu kluczyki- Mam nadzieję, że zapamiętałeś adres
- Serio, chcesz żebym prowadził? –nie ukrywał zdumienia, ale też zachwytu sportowym samochodem- Nie boisz się, że go uszkodzę?
- Nie –rzuciłam wzruszając ramionami- Bo jeśli je uszkodzisz, ja uszkodzę ciebie. I nie będzie to miłe, ani bezbolesne.
- Grunt to motywacja –wymamrotał otwierając pilotem zamki w drzwiach.
Usadowiwszy się wewnątrz auta, ruszyliśmy do East Side, gdzie znajdowało się studio. Spoglądając od czasu do czasu na Germana, dostrzegłam jaką przyjemność czerpał z jazdy takim samochodem. Eh... chłopcy i ich zabawki.
- Jesteś świadomy tego, że jako mój osobisty ochroniarz będziesz musiał się do mnie wprowadzić? –zagadnęłam, gdy zatrzymało nas czerwone światło.
- Nie.. myślałem o tym –rzekł, po czym dodał nieco nerwowo- A twój chłopak nie będzie miał nic przeciwko?
No cóż, nie mogłam się powstrzymać i wybuchnęłam głośnym śmiechem.
- Cz-czy ty na serio sądziłeś, że gdybym z kimś była, dobierałabym się do ciebie –wydusiłam, uspokajając się nieco- Poza tym, ja nie miewam chłopaków.
- Jak to możliwe, że tak... piękna kobieta nie jest adorowana?
- Źle mnie zrozumiałeś –rzuciłam, odwracając się w siedzeniu tak, by być do niego przodem- Bywam z mężczyznami, ale nasze relacje nie są tak proste jak chłopak-dziewczyna. To coś w rodzaju układu
Castillo zamrugał powiekami, zapewne starając się zrozumieć.
- Ale w jakim sensie? –zapytał w końcu
- To raczej nie jest czas ani miejsce na zwierzanie się ze swojego stylu życia –burknęłam, odwracając się z powrotem i wbijając wzrok w przednią szybę.
- Sama podjęłaś ten temat
- Ale zmieniłam zdanie –warknęłam tonem nieznoszącym sprzeciwu- Powiem ci, lub nie w swoim czasie. Wszystko zależy od paru czynników.
- W porządku –mruknął
Przez resztę drogi żadne z nas się nie odezwało. Ja, bo nie miałam nic do powiedzenia. On, jak przypuszczałam, żeby mnie nie irytować jeszcze bardziej. Jak to jest możliwe, że mimo tego jak mnie bardzo wkurzał, bezustannie miałam na niego ochotę.

Gdy dojechaliśmy na miejsce, zaszyłam się w swojej garderobie, a German, jak przystało na ochroniarza, stał po drugiej stronie drzwi lustrując wzrokiem wchodzące i wychodzące osoby. Wraz ze mną znajdowały się w środku Doti- czyli stylistka, zajmująca się mną przy okazji każdej sesji, oraz Violetta- jej nowa, młodziutka stażystka. Dziewczyna nie miał nawet 20 lat, a wiedzę na temat stylizacji posiadła zapewne z magazynów ale polubiłam ją. Była średnio wysoka, brązowowłosa i odznaczająca się orzechowym kolorem oczu. Zupełne przeciwieństwo Doti. Ta natomiast była wysoką blondynką o tak jasno szarych oczach, że ich kolor przypominał niemal biel.
Gdy już wystrojono mnie w krótkie jeansowe spodenki, koszulę flanelową kończącą się średnim węzłem tuż pod biustem, oraz nieco mniej seksowne trapery, otrzymałam swoje dodatki w postaci luźnego pasa na narzędzia, kasku i gogli ochronnych. Zrobiono mi również odpowiedni makijaż, po czym opuściłam garderobę. Towarzyszył temu gwizd uznania ze strony Germana, wpatrującego się bezczelnie w mój dekolt. Doti patrzyła z przerażeniem to na mnie, to na niego, a ja bezceremonialnie wymierzyłam mu policzek.
- Jeśli chcesz nadal dla mnie pracować, zachowaj niesłowne, czy też słowne uwagi dla siebie –syknęłam, na co on tylko pokiwał głową.
Przez chwilę patrzyłam mu w oczy, po czym odwróciłam się i ruszyłam w stronę wyznaczonego na sesję pomieszczenia. Dobrze wiedziałam, że on i Doti, być może również Violetta idą za mną, lecz nie odwróciłam się ani razu, nie chcąc tracić swojego statusu nieugiętej.
- Ciao Bella –w końcu korytarza, tuż przed drzwiami, do których zmierzałam, odezwał się znajomy mi głos z udawanym włoskim akcentem.
- Witaj Beto –uśmiechnęłam się nieznacznie.
Roberto to zawodowy fotograf, który osobiście zrobił mi zdjęcia do wszystkich bilbordów, ulotek i reklam umieszczanych w gazetach. Był to człowiek z niezwykłą artystyczną duszą. Chodź nigdy nie był po drugiej stronie Atlantyku, zawzięcie upierał się, że jest Włochem.
- Wyglądasz po prostu.... belissima! –zakrzyknął, zbliżając się do mnie.
Ujął moją dłoń i dygając szarmancko, całował ją, po czym przyjrzał mi się dokładnie.
- Malarz i architekt, co ty na to? –zapytałam, okręcając się, by mógł mnie zobaczyć ze wszystkich stron.
- Si –uśmiechnął się podziwiając mnie ponownie- Może jeszcze hydraulik? Macie chyba w tej twojej korporacji speców od armatury wodnej, co?
- Naturalnie –rzekłam łagodnie- To dobry pomysł
- Zatem zapraszam do mojego królestwa –wskazał mi drzwi, po czym dostrzegł Germana i zapytał- A tego pana nie znam
- Mój nowy ochroniarz –rzuciłam od niechcenia
Fotograf zlustrował go wzrokiem, kiwając głową.
- Ulala, jaki macho –zacmokał- podoba mi się. Nie myślałeś o karierze modela?
- Nie –rzekł sztywno
Beto wzruszył tylko ramionami i zaprosił nas do środka. Wielkie pomieszczenie wypełnione było sprzętem fotograficznym, którego przeznaczenia nigdy nie odkryłam. Po przeciwnej stronie rozwinięty duży ekran, służący za tło do zdjęć. Na boku leżało parę sprzętów budowlanych; duże młoty, młot pneumatyczny, skrzynka z narzędziami itd.
- Możemy zaczynać? –zapytał fotograf, na co skinęłam głową i podeszłam do ekranu.
Jednocześnie do pomieszczenia wbiegło dwóch młodych mężczyzn.
- Andres! Leon! –krzyknął Beto- Gdzie wyście się podziewali! Do roboty!
Jak się okazało, byli to asystenci mężczyzny. Studio „Flash” przyjęło w ramach jakiegoś projektu młodych ludzi na stanowiska asystentów w każdym dziale. Ta dwójka –wysokich szatynów- pomagała Beto. Wtedy akurat podawali mi rekwizyty. Byłam im za to wdzięczna, bo chodzenie przez pół pokoju tam i z powrotem nie było moim marzeniem. Doti miała do pomocy Violettę i Ludmiłę- nieobecną wówczas.
Tak, jak ustaliliśmy wcześniej, Beto robił zdjęcia mnie, wcielającej się w postaci malarza, hydraulika, a na koniec architekta. Na potrzeby tej ostatniej charakteryzacji ustawiono przede mną stół z wielkimi arkuszami papieru, na których nakreślone były szkice jakiegoś budynku. Moim zadaniem było pochylać cię nad nimi seksownie i udawać, że coś szkicuję. Reakcja wszystkich mężczyzn w pokoju była taka sama. Gapili się bezczelnie na mój biust. Posłałam każdemu groźne spojrzenie, zatrzymując się nieco dłużej na śliniącym się Germanie. Jedynie Beto był uratowany, bo zasłonił się aparatem. Dostrzegłam jednak, że zbliżenia jakie robił były zbyt silne, by widzieć mnie całą.
Po sesji Doti i Violetta zaprowadziły mnie z powrotem do garderoby, gdzie zmyły mi makijaż i nałożyły nowy- delikatny, taki jaki miałam wcześniej. Potem wyszły, dając mi odrobinę prywatności, abym mogła się przebrać w swoje ciuchy.
Nim jednak to zrobiłam, podeszłam cicho do drzwi i uchyliłam je. Nagle naszła mnie ochota, aby dobrać się do mojego nowego ochroniarza. Wystawiając głowę na korytarz, zobaczyłam Germana stojącego naprzeciwko i wpatrującego się we mnie ze zdziwieniem. Bez słowa złapałam za jego krawat i wciągnęłam do pomieszczenia, zamykając je na klucz.
- O co...
- Ciii –uciszyłam go szybko- Znam lepsze zajęcie dla twoich ust, niż gadanie
Złapałam za klapy jego marynarki i przyciągnęłam ku sobie, całując go bez jakichkolwiek oporów. Jego dłonie spoczęły na moich policzkach i delikatnie odsunął mnie, co mi się nie spodobało.
- Czy to nie jest molestowanie pracownika? –rzekł poważnie, lecz uśmiechając się szelmowsko
- Spróbuj tyko mnie zaskarżyć, a dostaniesz klapsa –mruknęłam
- Brzmi zachęcająco –zaśmiał się i złączył ponownie nasze usta.
Jego dłonie zsunęły się po mojej szyi, piersiach, talii, aż spoczęły i zacisnęły się na pośladkach. Zamruczałam z zadowoleniem, pozbywając go marynarki i rozwiązując krawat. Potem on pochylił się i zdjął mi buty. Gdy wracał pozycją do pionu, znaczył moje ciało linią pocałunków, od uda, przez odsłonięty brzuch, dekolt, szyję i brodę, aż wrócił wreszcie do ust. Po chwili rzucił mnie na szezlong, przygniatając samym sobą. Całował mnie namiętnie, rozpinając mi spodenki i zsuwając je wraz z majteczkami, następnie zabrał się za koszulę i stanik. Kiedy już byłam naga, odwróciłam nas tak, bym to ja była na górze i pozbyłam się jego ubrań. Pochyliłam się nad nim, całując i jednocześnie wprowadzając w siebie jego męskość. Jęknęłam z rozkoszy wprost w jego usta, kiedy ogarnęło mnie przyjemne uczucie wypełnienia. Zaczęłam się poruszać. Powoli, rozkoszując się każdym pchnięciem. German zajęczał cicho i odwrócił nas z powrotem tak, że to on był na górze. Poruszał się co raz szybciej i mocniej, a ja wbiłam paznokcie w jego plecy, pozostawiając zapewne zadrapania. Nie przejmując się tym, mężczyzna kontynuował tę rozkoszną grę, a ja czułam jak narasta we mnie napięcie. Z każdym jego pchnięciem czułam jak wznoszę się co raz wyżej, aż w końcu jęknęłam szczytując. On doszedł chwilę później, po czym padł na mnie wycieńczony. Zmienił jednak szybko pozycję, abym to ja leżała na nim i tkwiliśmy tak przez chwilę regenerując siły. Jego ręce oplatały mnie w pasie, abym nie spadła z szezlongu. Głowę ułożyłam na jego falującej piersi i wdychałam jego upajający zapach.
- Angie –szepnął, unosząc jedną dłoń gładząc mnie nią po włosach- Czy teraz wyjaśnisz mi na czym polega twój „układ”, jak to sama nazwałaś, z mężczyznami? Niewątpliwie chciałbym tego spróbować.
- Nie mów hop –rzuciłam, podnosząc się i wstając- Nie powiem ci teraz, bo oficjalnie ja się w tej garderobie przebieram, a nie pieprzę i mam na to określony czas. Skoro jednak chcesz się zapoznać z tym, co mogę ci zaoferować... Pogadamy o tym w domu.
- W domu? Ah, tak! Mam się przecież do ciebie przeprowadzić.
- Dokładnie tak –powiedziałam z lekkim uśmieszkiem- Nie ukrywam, że ułatwi nam to parę spraw.
Nie przejmując się tym, że widzi mnie nago (bo niby czemu, skoro przed chwilą uprawialiśmy seks), zaczęłam podnosić z podłogi nasze ubrania. Tymi, które były Germana, rzucałam w niego, chichocząc cicho. Moje „sceniczne” ciuchy odwiesiłam na wieszaki, a sama ubrałam się w te, w których przyjechałam. On również się ubrał, lecz jego pomięta koszula była zbyt wyraźnym dowodem na to, że coś jest nie tak jak być powinno. Rozejrzałam się więc wśród wieszaków z ubraniami i znalazłam stojaki z męskimi ubraniami. Dorwałam stamtąd błękitną koszulę i podałam mu ją.
- Sprawdź czy pasuje –poleciłam.
Usłuchał. Zdjął ponownie krawat i marynarkę, a potem koszulę. Podziwiałam każdy skrawek jego odsłoniętego ciała. Jego tors odznaczał się ponętną muskulaturą, której bardzo chciałam dotknąć. Nie zrobiłam tego jednak.
Gdy ubrał tę koszulę, okazała się być idealnie dopasowana. To znaczy, on sądził, że jest rozmiar za mała ale mnie strasznie przypadła do gustu za to jak seksownie opinała mięśnie na jego klacie.
- Ślinisz się –zażartował, muskając opuszkiem palca czubek mojego nosa.
- Wcale nie –prychnęłam z pogardą i pchnęłam go w kierunku wyjścia- Wynocha!
Wychodząc, posłał mi całusa. Gdy zamknęły się za nim drzwi, uśmiechnęłam się niczym zakochana nastolatka. Jak ten mężczyzna to robił, że wzbudzał obce mi zachowania?
Spojrzałam w lustro i dostrzegłam zarumienioną postać ze zmierzwionymi włosami... i rozmazaną szminką. Znowu!
Starałam się jakkolwiek opanować chaos na mojej głowie, ale seks zapewnił mi lepszy tapir, niż grzebień najlepszego w swoim fachu fryzjera. W końcu poddałam się i pewnym krokiem opuściłam garderobę.
Na korytarzu oczywiście czekał German. Na mój widok kącik jego ust uniósł się nieznacznie. Uniosłam brew i posłałam mu karcące spojrzenie. Jednoznaczny sygnał, by zachowywał się profesjonalnie. Kiwnął więc głową, przybierając poważny wyraz twarzy- zrozumiał. Opuściliśmy budynek i wsiedliśmy do mojego Audi, tym razem to ja prowadziłam.
- Do firmy przyjechałeś swoim samochodem? –zapytałam
- Nie, taksówką
- Ale samochód masz? –obrzuciłam go szybkim spojrzeniem
- No raczej –obruszył się
- Dobrze, więc zawiozę cię do domu. Musisz się spakować i przyjechać do mnie –podałam mu adres- Jeśli nie ja ci otworzę, to gosposia przekaże ci, gdzie akurat jestem.
- Masz gosposię? –zapytał takim tonem, jakbym właśnie powiedziała mu, że trzymam za domem rakietę kosmiczną.
- Co w tym złego? Nie mam czasu na gotowanie i zajmowanie się domem, więc robi to za mnie Olga.
- No tak, przecież jesteś wielką panią prezes –burknął- Masz tyle rzeczy na głowie...
- Gdybym nie prowadziła samochodu, dostałbyś w twarz. Nie masz pojęcia o obowiązkach prezesa.
- Masz rację, nic nie wiem –rzucił zacięcie- Nie wiem też, dlaczego po, uwaga, jednym dniu znajomości, dostałem od ciebie w twarz. Wielokrotnie.
Otworzyłam usta, by to wyjaśnić, lecz nagle uświadomiłam sobie, że nie mam pojęcia jak. Tak działałam i już. Może do jakaś część mojej natury...
- Jestem impulsywna i gdy coś mi się nie podoba, działam –oznajmiłam
- Da się to zauważyć
- Wiesz, że prędzej czy później zatrzymam ten wóz, a wtedy się zemszczę.
- Jestem tego świadomy –uśmiechnął się lekko
Wprost nie mogłam się powstrzymać i zrobiłam to samo. Co ten człowiek zemną wyprawiał?

Gdy wróciłam do domu, oznajmiłam Oldze, że spodziewamy się nowego pracownika i ma przygotować dla niego pokój. Ja natomiast udałam się do kuchni z postanowieniem przygotowania lunchu.
Od zawsze lubiłam gotować ale natłok zajęć i zmęczenie sprawiło, że musiałam zacząć wyręczać się gosposią. Czasami jednak miewałam natchnienie, by poeksperymentować z nowymi daniami. Olga służyła mi wówczas jako tester, oceniając potrawy. Te, które najbardziej przypadły jej do gustu, dodała do naszego codziennego menu.
Tego dnia naszła mnie ochota na łososia i szparagi. Włączyłam więc stojące na parapecie radio i zaczęłam się krzątać. Rozłożyłam kawałki ryby na parowarze, wrzuciłam na patelnię szparagi i zaczęłam kroić świeże przyprawy do sosu. Praca pochłonęła mnie bez reszty i nim się zorientowałam, kręciłam bezmyślnie tyłkiem do „The time of my life” Billa Medley’a i Jennifer Warnes. Kiedy odwracałam szparagi, wyrzucając je w powietrze teatralnym ruchem, dostrzegłam coś kątem oka. Tak się przestraszyłam, że niemal upuściłam patelnię, ale ta w magiczny sposób została w mojej dłoni. W drzwiach stał German z szelmowskim uśmiechem na ustach.
- Długo tu tak stoisz?
- Mniej więcej od „Stay with me tonight”
Przewróciłam oczami i skupiłam z powrotem uwagę na warzywach.
- Dlaczego przestałaś tańczyć? Jestem ochroniarzem, moja praca polega na staniu z boku i przyglądaniu się. Wcześniej, na sesji na przykład, nie krępowała cię moja obecność.
- Praca to co innego niż wygłupy w domu –prychnęłam
- Dokładnie, a tobie też należy się trochę rozrywki. Nie marnujmy więc tak świetnej piosenki! –zaśmiał się.
Podszedł do mnie tanecznym krokiem godnym Patricka Swayze i wyjął z mojej dłoni nóż. Odłożył go na blat, a mnie okręcił, po czym zaczął tańczyć. Na początek byłam sceptycznie nastawiona do tej zabawy i musiał mnie zmuszać, bym chodź trochę się bujała. Wkrótce jednak zaczęłam z równym do jego zapałem wykonywać ruchy taneczne rodem z „Dirty Dancing”, śmiejąc się przy tym do rozpuku.
- Panno Carrara, co tu tak... –do kuchni weszła Olga, pociągając nosem, akurat w chwili, gdy German przechylił mną tak bardzo, że niemal stykałam się plecami z podłogą.
Stanęła jak wryta i nie odezwała się ani słowem, dopóki nie wróciłam do pionu. Nie dziwiłam się jej, że zaskoczył ją widok swojej wiecznie poważnej szefowej, tańczącej w kuchni z nowym ochroniarzem. Na samą myśl o tej scenie, miałam ochotę się roześmiać.
- Co się stało? –zapytałam ją, poprawiając na sobie ubrania
- Przy...szłam tu bo poczułam zapach spalenizny –oznajmiła
Mój wzrok natychmiast powędrował ku patelni ze szparagami. Zmieniły kolor na brązowy, a nad nimi unosił się szary dymek.
- O nie –jęknęłam, podbiegając do kuchenki i wyłączając palnik.
- To moja wina –powiedział German- Nie powinienem...
- Daj spokój –machnęłam lekceważąco ręką i wyrzuciłam zawartość patelni- Olgo, mogłabyś teraz zająć się lunchem? Łosoś jest na parze, a szparagi... będziesz musiała zacząć od nowa
- Oczywiście, Angie –rzuciła i podeszła do lodówki, wyjmując z niej warzywa.
- Chodź –powiedziałam do Germana i skierowałam się w stronę gabinetu.
Mężczyzna posłusznie ruszył za mną.
- Masz bardzo duży dom –zauważył
- Owszem
- Naprawdę mieszkasz tutaj sama?
- Z Olgą. Wiele razy myślałam nad przeprowadzeniem się do jakiegoś mniejszego mieszkania. Niestety moja praca wymaga czasem zorganizowania przyjęć w celu ściągnięcia potencjalnych klientów.
Zamknęłam za nami drzwi gabinetu i usiadłam za biurkiem, a jemu nakazałam spocząć na przeciwko mnie. Tak zrobił, a ja wyciągnęłam z szuflady dwa pliki zadrukowanych kartek złączone spinaczami biurowymi.
- Twoja umowa o pracę –oznajmiłam, kładąc dokument przed nim- Jedna kopia dla ciebie, druga dla mnie.
Podpisaliśmy ją, i każdy zabrał swój egzemplarz.
- A teraz muszę cię o coś zapytać –mruknęłam, wyjmując z biurka kolejny plik- Nadal jesteś ciekaw tego, co mogę ci zaoferować?
- Bardzo –szepnął.
Uśmiechnęłam się kusząco, podsuwając mu kolejny dokument.
- Cieszę się. To jest NDA. Umowa o zachowaniu poufności. Mogę zdradzić ci sekret mojego... zamiłowania, ale muszę mieć 100% pewności, że ta informacja nie wyjdzie poza mury tego domu. Jestem twarzą międzynarodowej firmy i nie mogę sobie pozwolić na taką sensację wokół mojej osoby.
- Mroczne sekrety? –uniósł brew, a następnie uśmiechnął się i złożył podpis w wyznaczonym miejscu- Jestem ciekaw.
- Dobrze, że nie muszę ci przypominać o tym, że po podpisaniu NDA nie możesz pisnąć nikomu słówka na temat tego co jest między nami
- A co jest?
Na moje usta wkradł się tajemniczy uśmiech, kiedy wstałam i wyciągnęłam do niego rękę. Gdy ją ujął, splotłam nasze palce i pociągnęłam go za sobą na górę. Przeszliśmy korytarzem, mijając pokoje gościnne, moją sypialnię, aż dotarliśmy do drzwi na samym końcu.
- Oto pokój zabaw –oznajmiłam, otwierając. Weszliśmy do środka, a German stanął jak wryty.
Pomieszczenie pomalowane zostało na krwistą czerwień, a na podłodze znajdowały się ciemno-brązowe panele. W centrum stało łóżko z czerwoną jedwabną pościelą. Do każdej z jego kolumienek przymocowane były skórzane kajdanki. Na półkach przy ścianach spoczywały różnego rodzaju szpicruty, pejcze i baty. Inne „zabawki” schowane były w dużej komodzie po prawej stronie. Tuż obok niej znajdowały się drzwi prowadzące do mojego pokoju.
- I? –próbowałam wybadać jego reakcję
- Zaskoczyłaś mnie –rzekł, odwracając wzrok na mnie- Nie spodziewałbym się, że gustujesz w sado-maso.
- Mówisz, że nie wyglądam na kogoś, kto lubi smagać pejczami? –zapytałam przesadnie słodkim tonem- No coś ty!
- No cóż... –westchnął- Nie ukrywam, że to dla mnie coś zupełnie nowego. Nie mniej jednak, mam ochotę spróbować.
- Zuch chłopiec –zamruczałam, kradnąc mu pocałunek.
Objął mnie w talii i przyciągnął do siebie, szepcząc mi do ucha:
- Dasz się przykuć do łóżka?
- Może... –odszepnęłam- Ale dopiero kiedy wychłostam cię za denerwowanie mnie podczas jazdy samochodem
- Mogę przystać na takie warunki –na te słowa zaśmiałam się szyderczo.
- To nie była propozycja –rzuciłam, całując go jeszcze raz i odchodząc w stronę komody- Zaoszczędzisz nam czasu, jeśli się rozbierzesz. Zaraz wracam.
Otworzyłam drzwi do mojej sypialni i weszłam tam szybko, kierując się wprost do szafy. Kiedy wróciłam do pokoju zabaw, Germanowi dosłownie opadła szczęka (na szczęście nie coś innego). Miałam na sobie czarne koronkowe stringi, i skórzany gorset wiązany z przodu. On natomiast ubrany był wyłącznie w przylegające do ciała bokserki, dzięki którym mogłam zobaczyć jego pobudzenie.
Zmierzyłam go badawczym spojrzeniem z góry na dół, przemierzając pokój w kierunku półki z pejczami. Wybrałam jeden z cienkich i podeszłam z powrotem do mężczyzny. Pocałowałam go mocno, a potem zaczęłam wokół niego krążyć.
- Nie podobał mi się twój ton –oznajmiłam- którym zwracałeś się do mnie, gdy odwoziłam cię do domu. Obiecałam, że cię za to ukarzę i właśnie przyszedł na to czas
Bez wstępnych ceregieli zatrzymałam się za nim i zamachnęłam się, chłostając jego plecy cienkimi włóknami. Syknął cicho, a na skórze pojawiło się zaczerwienienie.
- Czy taka kara ci odpowiada? –zapytałam, delikatnie przesuwając opuszkami palców po podrażnieniu
- Tak –jego głos przypominał pomruk.
- Doskonale –zamachnęłam się ponownie, a potem jeszcze raz i rzuciłam pejcz na ziemię.
Obeszłam go ponownie i zatrzymałam się przed nim.
- Jestem usatysfakcjonowana –uśmiechnęłam się nieznacznie- Teraz czas na ciebie. Wspominałeś coś o przykuwaniu...
- ...do łóżka –dokończył, wyciągając ku mnie ręce.
Grymas bólu szybko zniknął z jego twarzy, a pojawiło się na niej czyste pożądanie. Objął mnie w talii i gwałtownie do siebie przyciągnął. Pocałował mnie namiętnie, a potem jego usta przeniosły się na moją szyję. Rozkoszując się jego upajającym dotykiem, niemalże wbijałam mu paznokcie w już podrażnione plecy. Gdy jego wargi ponownie połączyły się z moimi, uniósł mnie, a ja oplotłam go nogami w pasie. Podszedł do dużego łóżka i położył mnie na nim. Sam zaś usiadł na mnie okrakiem i zapiął mi kajdanki na nadgarstkach.
- Teraz jesteś zdana na moją łaskę –oznajmił z leniwym uśmiechem i ponownie zabrał się za całowanie mojej szyi.
Potem przeniósł się niżej, na mój biust, a jego ręce zabawiały się z ukrytymi pod majteczkami zakątkami mego ciała. Wiłam się pod nim z rozkoszy, ciągnąc za kajdanki. W ten sposób doprowadził mnie do pierwszego wówczas orgazmu. A pozostałe... no cóż, German znał wiele sposobów, by zadowolić kobietę, nie żebym mu się nie rewanżowała....

Tak minęły nam trzy miesiące. Podczas oficjalnych spotkań, czy występów przed prasą, byliśmy biznesmenką i jej ochroniarzem, chłodno wobec siebie nastawionymi. Po pracy natomiast niemalże zmienialiśmy się w dzikie zwierzęta, zabawiając się na wszelkie sposoby.
Można by uznać, że z Germanem łączył nas wyłącznie seks. Po części była to prawda, bo taki właśnie charakter miał nasz związek- tylko fizyczność, zero uczuć. W ciągu tych paru miesięcy poznałam lepiej tego mężczyznę i... przywiązałam się do niego. Nic dziwnego, że tak zareagowałam tamtego dnia...
Spędzałam kolejne nudne popołudnie w biurze. Wracałam właśnie z kolejnego spotkania z działem marketingowym w sprawie kolejnej reklamy, kiedy zaczepił mnie Ramallo.
- Dzień dobry, panno Carrara –przywitał się formalnie
- Ramallo –kiwnęłam głową- O co chodzi?
Mężczyzna zerknął na stojącego za moimi plecami Germana, potem z powrotem na mnie.
- Musimy pogadać w cztery oczu –rzekł znacząco.
- Oczywiście –rzuciłam i odwróciłam się do ochroniarza- Zaczekaj na mnie przy windzie
Mężczyzna skinął sztywno głową i ruszył przed siebie. Ramallo zaprowadził mnie to jakiegoś pustej sali konferencyjnej, gdzie usiedliśmy obok siebie przy dużym stole.
- Więc...? –zapytałam
- Informacje, które dla ciebie mam nie są z pozoru tak ważne, by zawracać ci głowę tuż po jednym spotkaniu ale otrzymałem propozycję i muszę ją jak najszybciej z tobą skonsultować.
- Okej, przyjęłam to do wiadomości. Co jest grane?
- Widzisz... skończył się trzymiesięczny okres próbny pana Brecka i pana Castillo. Nick jest świetny i dobrze się spisuje tutaj, w firmie. German natomiast wydaje się być zbędny jako twój osobisty ochroniarz. W ciągu tych paru miesięcy nie wydarzyło się przecież nic... co by ci zagrażało, prawda? Myślałem już o przeniesieniu go do straży w budynku ale dziś dostałem wiadomość z naszej fili w Hiszpanii. Potrzebują kogoś sprawdzonego do ochrony po ostatnim incydencie z jednym z magazynów. Prosili, by jak najszybciej dać odpowiedź. Pomyślałem, że to byłaby wielka szansa dla pana Castillo..
- Nie! –niemal krzyknęłam i poderwałam się z miejsca- German zostaje na tym stanowisku, co teraz i nigdzie nie wyjedzie!
- Angie, ale on nie jest ci potrzebny. W ostatnim czasie nie było żadnych incydentów, wymagających interwencji. Nie powiesz mi chyba, że polubiłaś to, że ktoś się za tobą włóczy 24 na dobę?
Westchnęłam ciężko. I co ja miałam mu niby powiedzieć? Nie, Ramallo tak naprawdę nie chcę, żeby wyjeżdżał bo to mój kochanek. W myślach brzmiało to idiotycznie, a na głos nie powiedziałabym tego nigdy.
- Przekażę to panu Castillo
- Zrobię to za ciebie –zaoferował się
- Nie, ja z nim porozmawiam –oznajmiłam tonem nie znoszącym sprzeciwu- Jadę do domu, powiem ci co i jak jeszcze dziś wieczorem, albo jutro rano.
- W porządku –skinął głową.
Wstałam i wyszłam z sali, kierując się ku windzie. Bez słowa wsiadłam do niej, German tuż za mną, i wcisnęłam przycisk „-1”.
- Nie wracamy na górę? –zdziwił się,
- Nie –mruknęłam
Nie odzywałam się dłuższą chwilę, pogrążając się w natłoku myśli. Co ja miałam zrobić? Pozwolić mu tak po prostu wyjechać? Czy zniosłabym tę rozłąkę?... Przyzwyczaiłam się do tego, że nie odstępuje mnie na krok i czułabym pustkę, gdyby przestał. Z drugiej strony, jeśli będę się upierać przy tym, żeby został, narażę się na podejrzenia i być może media się mną zainteresują. Ostatnie czego mi trzeba w tej chwili to skandalu.
- Wszystko w porządku? –zapytał, ujmując czule moją dłoń
- Możemy porozmawiać później? –warknęłam, wyrywając się z jego uścisku.
- Jak chcesz –burknął.
Kiedyś nie zwróciłabym na to uwagi ale wtedy wiedziałam dobrze, że zraniłam jego uczucia. German starał się tylko poprawić mi nastrój. Był czuły i nawet słodki, a ja nie potrafiłam tego docenić.
Spojrzałam na niego. Stał u mojego boku wbijając wściekłe spojrzenie w drzwi.
- Przepraszam –powiedziałam, gładząc delikatnie jego ramię- To dla mnie trudna sytuacja i muszą ją z tobą omówić ale nie tutaj, nie teraz, okej?
- W porządku –westchnął, spoglądając mi w oczy.
Wbrew sobie uśmiechnęłam się lekko, a on zrobił to samo.

Gdy tylko wróciliśmy do domu, German poszedł do swojego pokoju się przebrać. Wiedziałam dobrze, że poza pracą nie znosi garniturów, więc zamienia je na coś innego, gdy tylko nadarzy się okazja.
Ja natomiast postanowiłam dać sobie jeszcze trochę czasu na przemyślenia, nim zdobędę się na poważną rozmowę. Wyszłam do ogrodu i ruszyłam z wolna w kierunku stadniny.
W mojej głowie była tylko jedna osoba- German. Można powiedzieć, że to normalne, w końcu miałam myśleć na temat jego przeniesienia. Uświadomiłam sobie, że od dłuższego czasu nie myślałam o nikim innym. Gdy siedzieliśmy razem przez pół dnia w moim gabinecie, niby pochłonięta pracą, zastanawiałam się, czy na mnie patrzy. Często to ja spoglądałam na niego i nawet parę razy nasze spojrzenia się spotkały. Zawsze wtedy przewracałam oczami i wracałam do swoich zajęć. Może bywałam wobec niego oschła, ale nigdy nie byłam tak do końca obojętna na jego obecność. Ilekroć patrzyłam w te jego cudowne oczy, dostrzegałam coś więcej niż zwyczajne pożądanie. Mogłam przysiąc, że w moich też można było to dostrzec. Uczucie, którym nigdy nie obdarzyłam żadnego mężczyzny. Czy to była... miłość? Czy moje lodowate serce potrafiło kochać? Dlaczego właśnie ten człowiek? Czy on czuł to samo, wobec mnie? Tak wiele pytań, a odpowiedzi na nie rozweselały mnie i smuciły. Może naprawdę go pokochałam, lecz dla niego to tylko seks i uwolni się ode mnie, by znaleźć inną kochankę? A może żadne z nas nic nie czuje wobec drugiego i tylko wmawiam sobie, że się w nim zakochałam, a tak naprawdę zapomnę o nim równie szybko jak on o mnie?
- Angie! –usłyszałam nawoływanie
Odwróciłam się i dostrzegłam Germana. Zmierzał w moim kierunku, przez zarośniętą łąkę. Wyszłam mu naprzeciw, a gdy się spotkaliśmy, pocałowałam go czule. Było to coś nowego. Dotychczas nasze pocałunki były namiętne, bądź mocne i brutalne, zapowiadające intymne doznania.
Wtedy był to wyraz sympatii wobec tego mężczyzny. Pokazałam mu w ten sposób, jak cieszę się z jego obecności w moim życiu.
- Pogadamy? –zapytał, na co przytaknęłam z głośnym westchnieniem.
Opowiedziałam mu dokładnie to, co powiedział mi Ramallo, wyłączając moją reakcję. Mężczyzna również był zagubiony w tej sytuacji i nie wiedział jaką podjąć decyzję. Wiedział, równie dobrze jak ja, że jeśli zatrzymam go na siłę, zaczną krążyć plotki na nasz temat. Nie chciał też wyjeżdżać, więc żywiłam cichą nadzieję, że również nie chciał się ze mną rozstawać.
Ja jednak przemyślałam tę sprawę dokładnie parę razy i dostrzegłam światełko w tunelu.
- German myślę, że w tej sytuacji dobrze będzie, jeśli przestaniesz dla mnie pracować.
- Co? Nie, Angie...
- Pozwól, że dokończę –przerwałam mu- Ostatni czas zmienił diametralnie mój światopogląd. Doszłam do pewnych wniosków, które nakazują mi zakończyć ten cichy romans. Nie chcę być jednocześnie twoją szefową i kochanką. Dopóki jestem nimi dwoma, nie mogę ujawnić tego co jest między nami. Mam dosyć publicznego udawania obojętności. Jeśli przestaniesz dla mnie pracować, nie będziemy musieli się dłużej ukrywać.
- Tak, ja...
- Czekaj. Jest jeszcze coś –przerwałam mu ponownie i spojrzałam prosto w oczy- Jeśli już mamy się ujawniać to nie jako kochankowie. Nie chcę już być kobietą, od perwersyjnego bzykanka. Chciałabym być kimś więcej. Bo widzisz... zdałam sobie sprawę z tego, że ty przestałeś być dla mnie wyłącznie obiektem pożądania. Myślę o tobie cały czas. Gdy jesteś blisko- tuż za moimi plecami, czy też stoisz za drzwiami i czekasz, aż skończę kolejne super nudne spotkanie. Żywię wobec ciebie silne uczucia. Chcę, żebyś był blisko, cały czas. Chcę, żebyś mnie przytulał, całował. Chcę, żebyśmy spędzali razem czas jak para... Bo... ja... zakochałam się w tobie, German. Na zabój. Jak nigdy dotąd. I nic na to nie poradzę.
Uśmiechnęłam się nieśmiało, po czym spuściłam wzrok. On objął mnie jedną ręką i przysunął lekko do siebie, a drugą ujął mnie pod brodę, bym ponownie na niego spojrzała.
- A teraz ty mnie wysłuchaj –szepnął- Jesteś najbardziej zmienną, humorzastą i porywczą kobietę, jaką kiedykolwiek poznałem, i pewnie już nie poznam. Może jestem głupcem, ale uwielbiam gdy traktujesz mnie... jak zabawkę. To może zabrzmi dziwnie, ale uzależniłem się od ciebie. Nie potrafię zasnąć, jeśli nie jestem pewien, że jesteś bezpieczna. Nie zdawałem sobie sprawy z tego... dopóki sama tego nie przyznałaś... ja też się zakochałem. W tej sytuacji nie widzę możliwości, bym wyjechał. Ale czy na pewno chcesz, żebym przestał dla ciebie pracować?
- Tak, German -powiedziałam cicho- Jeśli zostaniesz, ludzie będą gadać... 
- Jakie znaczenie ma opinia innych, jeśli możesz być z tą jedyną osobą? -szepnął, zakładając mi włosy za ucho.
- Ale... -westchnęłam- Nie. Masz rację. Nie lubię, kiedy masz rację, ale ją masz i nic na to nie poradzę.
- Oczywiście, że ją mam -uśmiechnął się
- Przestań gadać, psujesz nastrój -zganiłam go, a następnie zanurzyłam palce w jego włosach.
Przysunął się jeszcze bliżej i mnie pocałował.
- O to ci chodziło? -mruknął mi do ust
- Wciąż gadasz... 
Zaśmiał się i pogłębił pocałunek. 
Może wcześniej wystarczała nam cielesna bliskość i było nam razem cudownie. Teraz jednak, gdy wiedzieliśmy o uczuciach, którymi się wzajemnie darzymy, było wręcz magicznie...

~Ina

12 komentarzy:

  1. Super jednorazówka, jedna z najlepszych jaką czytałam :* <3
    Gorąco pozdrawiam :*
    Natalia :*

    OdpowiedzUsuń
  2. To bylo super
    musialas sie niezle przy tym napracowac ale bylo warto bo wyszlo genialnie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :D
      Tak.. pisanie tego to była masakra :o
      Cieszę się, że moja praca została doceniona :*

      Usuń
  3. Pisiont twarzy Angie w akcji !. Ej a może ona wpadła specjalnie na tą budkę ratowniczą, jakiś przystojny ratownik ją opatrzy, tak dogłębnie. Wgl dlaczego większość słów mi się tu kojarzyło ? 0.0, czy ty specjalnie napisałaś ,, nabrzmiałych lekko ustach "... nabrzmiałe to równie dobrze mogło być co innego xD. Wymieniłabym więcej, ale musiałabym dokładnie szukać tekstów, a jednorazówka taka długa. W sumie dobrze że długa < wiesz co jeszcze jest długie ?...... i nabrzmiałe xD ? > fajnie wyszło, tak wcieliłaś wszystko w Greya, taka inna wersja, ale tak perfekcyjnie zrobiona, tak szczegółowo *0*. aż w sumie nie wiem jak ci pogratulować,...... a więc daje ci wiadro internetuf z różową wstęgą. Wracając, ta to dopiero dobrze myśli, wie jak rozsławić swoją firmę, wie co pociąga facetów < w takim razie ciekawe co przyciągało kobiety >, seksowny architekt, dobre. Właściwie to śmiechłam czytając o seksie w garderobie, bo zaciekawiło mnie ile ona miała czasu na ,, przebieranie się ", taki szybki numerek ?, eeeeeej, a jaka był grubość < Grubość xD > ścian w garderobie ?..... bo wiesz.... ściany majo uszy, nie żeby coś ;D. Angie ma białe BMW ?, właściwie to lepiej by to brzmiało u Germana bo BMW= będę miał wzwód....i na dodatek biały... więc wiesz, Angie by to nie leżało jak Germanowi, chociaż Germanowi przez 3 miesiące pewnie rzadko leżał. Widzę większość postaci z Violetty. Z Olgą i Ramallo to mnie zaskoczyłaś, tak inaczej wyglądają. Nadal nie potrafię sb wyobrazić Ramallo z mięśniami. I koniec, on był taki uroczy, już nie łączyło ich tylko chędożenie, to miłość < +10 do chędożenia > to było takie słodkie nooo .... dlaczego w tym momencie pomyślałam jakich pozycji mogli próbować 0.0, ale , jak, spaczyłam się ;-;. Nie no takie to urocze noo, nie potrafię tego opisać .-.. A więc cudnie ci to wyszło, a ja się trochę rozpisałam więc.... prawdziwe pisiont twarzy Angie ni żodyn podrabianiec. Boska ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeej! Ale ona tak na prawdę wpadła na Germana, nie na budkę... No wiesz... bo jego tors jest twardy (xD) jak budka ratownicza xD hahahha
      Te twoje skojarzenia... xD
      Dziękuję za koma i docenienie mnie ;*

      Usuń
  4. To jest wspaniałe :-D. Poprostu cudo *.*

    OdpowiedzUsuń
  5. Kiedy wstawisz następny rozdział ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rozdziały pytaj na New Story of Angeles bo tu są tylko one-shoty ;) Jak napiszę to wstawię :*

      Usuń
  6. Jej. Teraz to już mam psychikę zrytą do końca.
    Nigdy nie czytałam tak dobrej, długiej i...dzikiej? jednorazówki! Jeju, jeszcze to przeżywam... Nakręć film na podstawie opowiadania! MMM.... Ruda Olga. Me gusta. Angie z młotkiem. German w stroju ochroniarza...
    Dziękuję. Dziękuję za Germana.

    Chocolatelove

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heheh ;D Rycia bani to moja specjalność :**
      Ja Tobie również dziękuję... za koma ♥♥

      Usuń