Ona była oazą spokoju i radości.
On, niecierpliwy fatalista.
Zabrała więc pewnego razu, Lillian swego chłopca
Na wędrówkę, by pokazać rajski świat.
Napawała się zielenią drzew i pąsowym kwieciem.
Mówiła "Czyż nie ślicznie kwitną?".
Jej miły tylko wzruszył ramionami i wodził wzrokiem za końcem ścieżyny.
Pochwyciła wtem dłoń jego i pociągnęła w dół ku zielonej trawie.
Położywszy się u jego boku westchnęła "Błękit dziś śnieżnymi kłębami naznaczony.
Czyż to nie jest wspaniały dzień?".
Jej luby nie odrzekł nic, więc podniosła się i objęła go wzrokiem
"Po tak zjawiskowym dniu i noc musi być cudna".
Oblubieniec westchnął, potakując bez entuzjazmu.
"Satchmo, mój najdroższy -rzekła Lillian
Dostrzeż na tym ziemskim padole piękno
Ujrzyj kolory tęczy -ten spojrzał w niebo
Nie w górze, lecz na twarzach adamowego plemienia.
Wychwyć to, jak pozdrawiają swych przyjaciół"
Nasłuchiwał więc przez chwilę, mąż głosu jakich ludzi.
"Pytają, o zdrowie" -powiedział.
"Nie -sprzeciwiła się dziewczyna
Oni mówią "Kocham cię, bracie".
Nie słuchaj słów, lecz tego co w nich zawarte."
Zrozumiał wtem Louis w czym rzecz leży.
I gdy wracali tą podłą mieściną, usłyszał płacz dziecka.
Podbiegł podrostek starszy do dzieciątka, by w bólu ukoić.
"Widzisz, jak szybko rosną?" -zapytało dziewczę.
"Kiedyś nauczą się o wiele więcej, niż my kiedykolwiek wiedzieć będziemy"
Idąc traktami, wiodła ich myśl jedna:
"Co za wspaniały świat"
~Ina
* Lillian
* Satchmo
Inspiracja
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz